18 mgnień ludzkości



Tytuł
Ostatni i Pierwsi Ludzie. Historia bliskiej i dalekiej przyszłości
 
Autor
Olaf Stapledon

Tłumaczenie
Tomasz Walenciak

Wydawca
Stalker Books 2020

Cena wydawnictwa
39,99 zł
18 mgnień ludzkości
 

W 1930 roku ukazała się książka „Ostatni i Pierwsi Ludzie”. Od razu została uznana za wybitne dzieło science fiction, głównie z racji rozmachu. Stapledon opisał bowiem historię ludzkości na przestrzeni 2 miliardów lat, poczynając od czasów współczesnych aż do zagłady istot ludzkich, co dziwne nie zawinionej przez nie same. Jako dzieło futurologiczne rzecz kompletnie się nie broni, co widać już po upływie niecałych stu lat. Ale też wątpię, by autor starał się przepowiedzieć przyszłe dzieje ludzkości – jest to niemożliwe – co innego zatem musiało się liczyć w jego planach.

Dwa miliardy lat to potężny kawał czasu, który zmieni ludzkość do niepoznaki. U Stapledona zmiany są niewielkie, właściwie tylko zewnętrzne, dotyczące wyglądu i kształtu. Człowiek będzie kiedyś wyglądał jak foka, gdy trafi na środowisko wodne, będzie też latał jak ptak, z upodobania, nie z konieczności. Raz będzie wysoki, raz niski; to wyginie, to znów się odrodzi. Ludzkość będzie podlegać swoistemu falowaniu: raz na wozie, raz w nawozie. Nie ma tu postępu rozumianego jako dążenie do jakiejś utopii, w której wszystkim będzie się wygodnie żyło. Także formy władzy  nie są specjalnie wymyślne; w parę lat po publikacji książki Stapledona historia zakasowała jego pomysły i scenariusze także i tym, że zostały one zrealizowane naprawdę.

Wiele uwagi poświęca Stapledon kwestiom umysłu, który znowu raz lata ponad szczytami, a kiedy indziej paskudnie dołuje. Pierwszy przypadek prowadzi do wyłonienia ludzkości światłej, zdolnej, tworzącej przepiękne dzieła sztuki. Przypadek drugi to jeno zgrzytanie zębami, dziadostwo i sromota. Autor traktuje ludzkość jako twór jednorodny, podczas gdy praktyka pokazuje, że już klan z sąsiedniej doliny potrafi mieć inne obyczaje i mówić innym językiem. Omawiając wielkie odcinki czasu Stapledon nie pokazuje zróżnicowania w ramach eonu, tak jakby wszystko było podciągnięte pod jeden strychulec i dopiero na klaśnięcie autora porządek społeczny ulega nagłemu przeobrażeniu. Początkowe fragmenty obejmują krótkie okresy i są nader szczegółowe; pod koniec autor przeskakuje milionlecia zapewniając, że nic szczegółowego się nie wydarzyło albo nie ma czasu, aby to opiewać. Książka jest więc zbudowana jak gdyby na skali logarytmicznej: z początku rozwodzenie się nad detalami, wojna Francji z Anglią, przyczyny i przebieg, a potem już nieważne kto z kim, trzeba się spieszyć, aby wypełnić owe 20 milionów wieków. Ostatnia Ludzkość, mająca być zwieńczeniem rodzaju ludzkiego, z człowiekiem ma mało wspólnego, gdyż wcześniej tylekroć go przerabiano, że pierwowzór zaginął we mgle. Żyją ci nieszczęśnicy na Neptunie, gdzie jest dość chłodno, ale da się wytrzymać. Wcześniej parę milionów lat rodzaj ludzki spędził na Wenus, po eksterminacji autochtonów. Nad zasadnością ich wytępienia autor się nie rozwodzi; zdaje się, że żywił wewnętrzne przekonanie, iż jeśli rasa wyższa (a czym to mierzyć?) natrafi na niższą, to ta druga winna zejść z drogi. Nie chce? – dalejże ją po karkach.

Wiedza autora, zwłaszcza astronomiczna, pozostawia wiele do życzenia, choć w 1930 roku była już i teoria względności, i teoria kwantowa, i znano ucieczkę galaktyk. Za każdym razem Ziemian przepędza katastrofa astronomiczna: upadek Księżyca na Ziemię, wybuch Słońca itp. Na Marsie żyją mgławicowe istoty, nastawione do nas nieprzychylnie – jakoś nie udaje im się długo przetrwać. Kosmos absolutnie nie jest celem którejkolwiek z ludzkich cywilizacji; owszem, trzeba przeskakiwać z Ziemi na Marsa na Wenus na Neptuna, ale to konieczność, nie astronautyka. W galaktyce Andromedy znajdują się „cztery wysokiego rzędu rozwoju światy” – wiadomo więc o cywilizacjach kosmicznych. Nic to jednak nie zmienia w podejściu 18 Ludzkości (i autora) do kosmosu jako takiego.

Książka Stapledona może i imponuje jako zamiar, ale nie dotrwała w takiej formie do fazy realizacji. Wiek, który upłynął od pierwszego wydania, pozwala traktować ją wyłącznie jako ciekawostkę z pogranicza antropologii i historiozofii. Założę się, że ludzkość czekają o wiele bardziej burzliwe dzieje, nie za miliony lat, tylko wkrótce. Pod tym względem jesteśmy skazani na sukces.

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books