Rok w raju

Dariusz Filar:  Drugie wejrzenie

Rok w raju

Profesor ekonomii Dariusz Filar realizuje swą zapowiedź o poświęceniu się literaturze. Odszedł, jak się wydaje definitywnie, od fantastyki, którą uprawiał za młodu, i zajął się innymi odmianami beletrystyki.

Eksterminacja Indian

Thomas Berger:  Mały wielki człowiek

Eksterminacja Indian

Wciąż jestem pod wrażeniem tej książki, choć czytałem ją po raz pierwszy w latach 70., kiedy ukazała się w serii Klub Interesującej Książki PIW-u. Wcześniej jednak rozmawiałem o niej z tłumaczem, którego od czasu do czasu po znajomości pytałem, co ma na warsztacie. – A, taką rzecz o Indianach – odparł. Nie bardzo mieściło mi się w głowie, że Lech zabrał się za coś w rodzaju „Winnetou”. Na taką sugestię wyraźnie zaprzeczył: – To poważna książka. Jedna z najlepszych, jakie tłumaczyłem.

Poeta odjazdowy

Konstanty Ildefons Gałczyński:  Mężczyzna w damskim kapeluszu. Próby teatralne

Poeta odjazdowy

Nawet gdy sam Miłosz pisał rozdział o Gałczyńskim w „Zniewolonym umyśle”, widać było, że nie może sobie dać z nim rady, że nie ma na niego „uchwytu”, jak Błoński nie miał na Lema. Miłosz potrzebował Gałczyńskiego do galerii potworów, wysługujących się komunistycznym siepaczom od kultury. Galeria składała się z czterech liter greckiego alfabetu; Gałczyńskiemu przypadła Gamma. Ale Gałczyński, choć świnia, pijak i trubadur, miał dar takiego odmieniania materii poetyckiej, że trudno go było pochwycić na odstępstwie ideologicznym. Tu socjalizm, a miejscami nawet komunizm, robota ideologiczna wre, a tu scenki z życia szarych obywateli wymieszane z Olimpami, bajkami, magią – nie sposób było tego wszystkiego traktować poważnie. A gdzie nie ma powagi i konkretu, tam imadło ideologiczne nie ma się na czym zacisnąć, i cześć. Jednym słowem tragedia. Ten dziwny status poezji i poetyki Gałczyńskiego potwierdza wydany właśnie tom obejmujący teksty pisane na scenę, estradę, do radia i dla kina. Najlepiej widać to w scenariuszu „Chrystusowy atleta” o życiu męczennika za wiarę i świętego Andrzeja Boboli. Zamówili go u Gałczyńskiego jezuici; poeta ofertę przyjął, bo bardzo potrzebował tysiąca złotych na wydobycie się z finansowego dołka (działo się to przed samą II wojną). Z najlepszą wolą przystąpił do pisania; wyszło mu coś takiego, że jezuici uciekli żegnając się obficie i krzycząc coś o parodii. I takie są właściwie wszystkie teksty w tym zbiorze. Jedne mniej, inne bardziej udane, ale wszystkie odpowiednio podszyte szaleństwem, tak jakby w pewnym momencie uruchamiał się przełącznik i forma odwodziła Gałczyńskiego i jego utwór na manowce, daleko od ostatnich pozorów racjonalności. Przy tym momentami są rozwichrzone, nawet trochę niechlujne, jakby autor pozwalał, żeby forma niosła go gdzie...
Buntownik naiwny

Mateusz Czarnecki:  Otwórz oczy, zaraz świt

Buntownik naiwny

Rozmaicie plącze się nić życia. Dobrze zarabiający młody biznesmen podczas krótkiego wypadu do Indii – jak wiadomo, tylko tam można dobrze wypocząć – poznaje miejscową dziewczynę, muzułmankę, i traci dla niej głowę. Zrywa z dotychczasową nałożnicą, z którą zadawał się bez miłości, a z muzułmanką planuje ślub. Autor zapewnia, że sam przeżył coś podobnego i ja mu wierzę. Zdumiewa tylko gotowość porywczego acz lekkomyślnego młodzieńca do wywrócenia całego życia do góry nogami w imię tak mglistych perspektyw. Przeprowadzić się do Indii? – czemu nie. Przejść na islam? – jak najbardziej. Wielkie ofiary, a szczęście pisane na wodzie. I rzeczywiście: ojciec izoluje muzułmankę od giaura, wydaje ją błyskawicznie za porządnego wyznawcę proroka i tak plany biorą w łeb. Irytuje naiwność bohatera, denerwuje idealizacja Indii, kraju wypełnionego po brzegi nędzą, ludźmi i wonią nawozu. Trudno mi wyobrazić sobie wielkie uduchowienie w takim anturażu. Bohater jednak wkroczył już na nową ścieżkę i nic go z niej nie zawróci. Zapisuje się na medytacje buddyjskie, które pozwalają mu wejrzeć w siebie i zrozumieć, że jego przeznaczeniem jest literatura. Zupełnie jak u Niziurskiego: kiedy ci wizja przejścia na islam obrzydła, literatury rozwiń skrzydła. Odtąd będzie pisał swą pierwszą powieść, tę właśnie, którą trzymamy w ręku. „Otwórz oczy” jest więc powieścią o klęsce, bo tak należy podsumować degradację dobrze prosperującego młodego człowieka. Nawet gdyby udało mu się zostać literatem – a jego debiut żadnym rozbłyskiem na firmamencie nie jest – nie zarobi w ten sposób kokosów. Nie przyda też sobie znaczenia ni dostojeństwa pisząc książki w kraju, gdzie nikt niczego nie czyta. Egzaltacja z powodu radykalnego przestawienia zwrotnic własnego życia rychło ma szanse zamienić się w...
Radny odwala kitę

J.K. Rowling:  Trafny wybór

Radny odwala kitę

Pierwsza powieść J.K. Rowling „dla dorosłych” w gruncie rzeczy nie tak wiele różni się od cyklu o Harrym Potterze: są dzieciaki, choć już nie na pierwszym planie, i są ich rodzice. Gdyby obedrzeć cykl Pottera z różnych magicznych głupot, niewątpliwie ubarwiających intrygę, być może otrzymalibyśmy krajobraz społeczny podobny do zawartości „Trudnego wyboru”. Rolę Hogwarthu pełni tu szkoła publiczna z kiepskimi uczniami, którzy walkę o dobro świata czy nawet własne mają w głębokim poważaniu. Takoż ich rodzice: przeważnie małe, żałosne typki, knujące po cichu, co by tu ukraść albo jak by tu poróść w pióra na złość konkurencji. Bardzo mało jest szlachetności, bezinteresownej dobroci, dbałości o publiczne bono. Przywykliśmy chyba do poczucia, że małe miasteczka, jak Pagford pod Londynem, są wcieleniem sielskości, cudności i dobra, ludzie nie ustają tu we współzawodnictwie, kto komu szybciej usłuży, a anielskie skrzydła są na porządku dziennym. Trochę przystrzygł ten obraz King w swoich opasłych powieściach, gdzie obraz amerykańskiej prowincji jest śliczny-demoniczny. Rowling też idzie tym torem, w Pagford nie ma bratania się na kupie, przychylania nieba bliźnim, tylko zacna rywalizacja, podchody, obłuda i rozgrywanie własnych interesów. Najbardziej pozytywny bohater pada na trzeciej tronie trupem na wylew. Był ważnym elementem lokalnej społeczności, przeto jego śmierć każdego obchodzi i każdego dotyczy. Jedni go żałują, inni z jego skonania się cieszą, choć starają się tego nie okazywać, bo nie wypada. Dopiero gdy go braknie, widać, jaki był to pożyteczny jegomość i ilu ludziom pomógł. Rozpoczyna się gra o to, kto wejdzie na jego miejsce do rady. Rowling napisała powieść współczesną, o dzisiejszej rzeczywistości małego miasteczka i mentalności zamieszkujących go ludzi. Wykazała się dobrą znajomością subkultur młodzieżowych, a...
Święta wojna

Tim Willocks:  Religia

Święta wojna

Malta jako jedyna gotowa była poprzeć Polskę w żądaniu wprowadzenia do preambuły eurokonstytucji zapisu o chrześcijańskich korzeniach Europy. Dlaczego na odległej wyspie na Morzu Śródziemnym znaleźli się niespodziewani sojusznicy w tym zamiarze – wyjaśnia historyczna powieść Tima Willocksa „Religia”. Tytuł ów ma dwa znaczenia: władający Maltą w XVI wieku joannici, czyli rycerze św. Jana, zwani także rycerzami morskimi albo szpitalnikami odważyli się w dobie Inkwizycji nazwać swój zakon właśnie Religią. Powieść traktuje o obronie wyspy przed najazdem tureckim w 1565 roku i dla obu stron była to wojna religijna. Dla muzułmanów – bo przeciw „niewiernym psom”, dla chrześcijan – bo w obronie wiary. Religia stała więc za poczynaniami i obrońców, i agresorów, dostarczała im motywacji i zapału do walki – i to jest właśnie owo drugie znaczenie. Dysproporcja sił była przytłaczająca: przeciwko liczącej ponad sto tysięcy armii tureckiej, którą dowodził Lala Mustafa Pasza, stanęło kilka tysięcy obrońców i w trakcie trzymiesięcznego oblężenia odparli agresorów kosztem ogromnych strat własnych. Wydarzenie to dało początek największej legendzie Malty, zrujnowane fortyfikacje odbudowano w jeszcze potężniejszej formie, a od nazwiska dowódcy obrońców i zarazem wielkiego mistrza zakonu wzięła nazwę stolica Malty, La Valetta. Na tle tych wydarzeń historycznych rozgrywa się intryga awanturniczo-miłosna z niejakim Tannhäuserem w roli głównej. (Tannhäuser nie ma tu nic wspólnego z wędrownym śpiewakiem z XIII wieku, jest to nom de guerre, nawiązujące nie wiadomo na jakiej zasadzie do starej germańskiej legendy.) Wydaje się, że Willocks za wszelką cenę chciał swą powieść unowocześnić, a uczynił to m.in. poprzez rozwiązłość głównego bohatera, który jedną damę kocha, z drugą zasię spółkuje w przerwach w bitewnym szale, z czego zresztą żadnych konsekwencji w postaci...
Strona 1 z 3123