Siostra Sister

Krystyna Sienkiewicz:  Skrawki

Siostra Sister

Była jedną z moich ulubionych aktorek, a nie ma ich więcej niż palców u ręki. Co dziwne, z reguły są to aktorki tzw. starszego pokolenia – te młodsze wydają mi się niewydarzone i jakieś takie bez polotu. Krystyna Sienkiewicz miała w sobie urok; kojarzy się ją głównie z duetem w kabarecie Olgi Lipińskiej, gdzie wraz z Barbarą Wrzesińską grały długo Siostry Sisters.

Saga rodu Gradowów

Wasilij Aksionow:  Pokolenie zimy

Saga rodu Gradowów

Jak się zemścić na znienawidzonym stalinizmie, który zmarnował życie rodzicom, rozproszył rodzinę, naznaczył nieusuwalnym stygmatem cierpienia za urojone winy? Najlepiej go opisać – tak uczynił Wasilij Aksionow, syn Eugenii Ginzburg, która cudem przeżyła łagry na Magadanie.

Rok w raju

Dariusz Filar:  Drugie wejrzenie

Rok w raju

Profesor ekonomii Dariusz Filar realizuje swą zapowiedź o poświęceniu się literaturze. Odszedł, jak się wydaje definitywnie, od fantastyki, którą uprawiał za młodu, i zajął się innymi odmianami beletrystyki.

Eksterminacja Indian

Thomas Berger:  Mały wielki człowiek

Eksterminacja Indian

Wciąż jestem pod wrażeniem tej książki, choć czytałem ją po raz pierwszy w latach 70., kiedy ukazała się w serii Klub Interesującej Książki PIW-u. Wcześniej jednak rozmawiałem o niej z tłumaczem, którego od czasu do czasu po znajomości pytałem, co ma na warsztacie. – A, taką rzecz o Indianach – odparł. Nie bardzo mieściło mi się w głowie, że Lech zabrał się za coś w rodzaju „Winnetou”. Na taką sugestię wyraźnie zaprzeczył: – To poważna książka. Jedna z najlepszych, jakie tłumaczyłem.

Poeta odjazdowy

Konstanty Ildefons Gałczyński:  Mężczyzna w damskim kapeluszu. Próby teatralne

Poeta odjazdowy

Nawet gdy sam Miłosz pisał rozdział o Gałczyńskim w „Zniewolonym umyśle”, widać było, że nie może sobie dać z nim rady, że nie ma na niego „uchwytu”, jak Błoński nie miał na Lema. Miłosz potrzebował Gałczyńskiego do galerii potworów, wysługujących się komunistycznym siepaczom od kultury. Galeria składała się z czterech liter greckiego alfabetu; Gałczyńskiemu przypadła Gamma. Ale Gałczyński, choć świnia, pijak i trubadur, miał dar takiego odmieniania materii poetyckiej, że trudno go było pochwycić na odstępstwie ideologicznym. Tu socjalizm, a miejscami nawet komunizm, robota ideologiczna wre, a tu scenki z życia szarych obywateli wymieszane z Olimpami, bajkami, magią – nie sposób było tego wszystkiego traktować poważnie. A gdzie nie ma powagi i konkretu, tam imadło ideologiczne nie ma się na czym zacisnąć, i cześć. Jednym słowem tragedia. Ten dziwny status poezji i poetyki Gałczyńskiego potwierdza wydany właśnie tom obejmujący teksty pisane na scenę, estradę, do radia i dla kina. Najlepiej widać to w scenariuszu „Chrystusowy atleta” o życiu męczennika za wiarę i świętego Andrzeja Boboli. Zamówili go u Gałczyńskiego jezuici; poeta ofertę przyjął, bo bardzo potrzebował tysiąca złotych na wydobycie się z finansowego dołka (działo się to przed samą II wojną). Z najlepszą wolą przystąpił do pisania; wyszło mu coś takiego, że jezuici uciekli żegnając się obficie i krzycząc coś o parodii. I takie są właściwie wszystkie teksty w tym zbiorze. Jedne mniej, inne bardziej udane, ale wszystkie odpowiednio podszyte szaleństwem, tak jakby w pewnym momencie uruchamiał się przełącznik i forma odwodziła Gałczyńskiego i jego utwór na manowce, daleko od ostatnich pozorów racjonalności. Przy tym momentami są rozwichrzone, nawet trochę niechlujne, jakby autor pozwalał, żeby forma niosła go gdzie...
Buntownik naiwny

Mateusz Czarnecki:  Otwórz oczy, zaraz świt

Buntownik naiwny

Rozmaicie plącze się nić życia. Dobrze zarabiający młody biznesmen podczas krótkiego wypadu do Indii – jak wiadomo, tylko tam można dobrze wypocząć – poznaje miejscową dziewczynę, muzułmankę, i traci dla niej głowę. Zrywa z dotychczasową nałożnicą, z którą zadawał się bez miłości, a z muzułmanką planuje ślub. Autor zapewnia, że sam przeżył coś podobnego i ja mu wierzę. Zdumiewa tylko gotowość porywczego acz lekkomyślnego młodzieńca do wywrócenia całego życia do góry nogami w imię tak mglistych perspektyw. Przeprowadzić się do Indii? – czemu nie. Przejść na islam? – jak najbardziej. Wielkie ofiary, a szczęście pisane na wodzie. I rzeczywiście: ojciec izoluje muzułmankę od giaura, wydaje ją błyskawicznie za porządnego wyznawcę proroka i tak plany biorą w łeb. Irytuje naiwność bohatera, denerwuje idealizacja Indii, kraju wypełnionego po brzegi nędzą, ludźmi i wonią nawozu. Trudno mi wyobrazić sobie wielkie uduchowienie w takim anturażu. Bohater jednak wkroczył już na nową ścieżkę i nic go z niej nie zawróci. Zapisuje się na medytacje buddyjskie, które pozwalają mu wejrzeć w siebie i zrozumieć, że jego przeznaczeniem jest literatura. Zupełnie jak u Niziurskiego: kiedy ci wizja przejścia na islam obrzydła, literatury rozwiń skrzydła. Odtąd będzie pisał swą pierwszą powieść, tę właśnie, którą trzymamy w ręku. „Otwórz oczy” jest więc powieścią o klęsce, bo tak należy podsumować degradację dobrze prosperującego młodego człowieka. Nawet gdyby udało mu się zostać literatem – a jego debiut żadnym rozbłyskiem na firmamencie nie jest – nie zarobi w ten sposób kokosów. Nie przyda też sobie znaczenia ni dostojeństwa pisząc książki w kraju, gdzie nikt niczego nie czyta. Egzaltacja z powodu radykalnego przestawienia zwrotnic własnego życia rychło ma szanse zamienić się w...
Strona 1 z 41234