Czarodziejskie flety

Czarodziejskie flety

18 września zmarł we Frankfurcie Marcel Reich-Ranicki, w Polsce prawie zapomniany siepacz stalinowski, który przez przypadek wylądował w kulturze, konkretnie przy książkach i osiągnął tam zastanawiająco znaczne wpływy. To, że stało się to w Niemczech, tylko tę zagadkę pogłębia. W latach 80. i 90. Marceli Reich stał się za Odrą wyrocznią w sprawach literackich, oceniając w telewizji bieżącą produkcję książkową. U nas jego opiniami nikt by się nie przejął, ale w Niemczech książka wciąż otaczana jest kultem i analfabetyzm ma się tam znacznie gorzej niż u nas. Zresztą chyba wszędzie ma się gorzej, z wyjątkiem miejsc zamieszkanych przez niegramotnych, którym to regionom bez skrępowania próbujemy dorównać.

Marceli Reich brał udział w programie „Kwartet literacki” i w końcu go zdominował. Podobno często podnosił głos, a z autorów, których dzieła mu się nie spodobały, robił miazgę na wizji. „Gazeta Wyborcza” nazwała go „papieżem literatury niemieckiej”, choć niektórzy prostują, że był tylko „papieżem krytyki niemieckiej”. Jak zwał, tak zwał, papież to papież. Wbrew temu wysokiemu mianu nie pozostawił licznych ani cennych dzieł; w Polsce znany właściwie z jednej książki, autobiografii „Moje życie”, wydanej parę lat temu przez WAB.

Tajemnica jego powodzenia wśród ludzi bądź co bądź niegłupich, bo obracających się wśród książek, jest tym trudniejsza do wyjaśnienia, im dokładniej zagłębiamy się w jego życiorys. Urodzony we Włocławku, pod koniec lat 20. wyemigrował z rodzicami do Berlina, ale już w 1938 roku znaleźli się z powrotem w Polsce, deportowani podobnie jak wszyscy Żydzi polskiego pochodzenia. Podczas okupacji zamknięty w getcie, dostał pracę w Judenracie, pisał do żydowskiej gadzinówki. Ucieczka uratowała mu życie; ukrywał się u polskiej rodziny na Pradze. Po wojnie natychmiast wstąpił do UB. Działał najpierw w Katowicach, potem na placówce w Londynie, gdzie podobno wabił polskich emigrantów do powrotu – ci, co posłuchali jego treli, lądowali w komunistycznych więzieniach. Za tzw. odstępstwa ideologiczne odwołany i wyrzucony z pracy i z partii. To był początek nieszczęścia, bo z braku lepszego zajęcia wziął się za pisanie. W latach 50. korzystały już z jego usług Polskie Radio, wydawnictwo MON i organ PZPR „Trybuna Ludu”.

Ale w roku 1958 powtórnie wybiera Niemcy i tam jako krytyk kontynuuje pasmo sukcesów. Zatrudniają go takie tytuły jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Die Zeit”; w tym pierwszym doszedł nawet do kierownika działu literatury. Sukcesy w TV, masowa popularność, zawiść środowiska literackiego stanowią zwieńczenie tej niepospolitej kariery na dwóch różnych odcinkach, w dwóch jakże różnych państwach.

Zadziwia nie to, że Marceli Reich zdołał tym wyzwaniom sprostać, choć podobno cechowała go arogancja. Ostatecznie inteligentny, pozbawiony skrupułów, dobrze władający niemieckim krytyk może dać sobie radę i w Niemczech. Ciekawsze jest co innego – że po obu stronach Odry ludzi z taką przeszłością, skompromitowanych do szpiku kości czyni się obiektami uwielbienia, spija się każde słowo z ich ust, słucha ich opinii jak dźwięków czarodziejskiego fletu. Mamy przecież i u nas odpowiednik Reicha-Ranickiego w osobie Zygmunta Baumana, który z siepacza stalinowskiego przepoczwarzył się w uczonego. Gdzie tylko się pojawi, jest traktowany jak bez mała noblista.

Zaiste, jak daleko postąpiła w naszych czasach abnegacja moralna i estetyczna, że dobrze wysmarowani błotem osobnicy robią za autorytety i arbitrów elegancji. Że w Polsce, to mnie nie dziwi, bo pozbawiona krytycyzmu Polska wszystko łyknie i jeszcze się obliże – ale w Niemczech? Chyba że te Niemcy pod pewnymi względami wcale się tak bardzo od Polski nie różnią.

 

(fot. dpa/picture alliance)

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris