Dzień 361, piątek 5 marca 2021

Na froncie walki z Covidem-brzydem duże zmiany. W trosce o obywateli zakazano noszenia na ryju czego innego niż maski chirurgiczne. Od początku pandemii radziłem sobie tak, że zakładałem bandanę, którą naciągałem po oczy w sklepie albo na bazarze – gdzie indziej nie chodzę – a w szczerym polu, gdy nikogo nie było, obsuwałem ją na brodę. Teraz wyglądam jak cap z zieloną łatą na pysku: broda rozrosła mi się tak, że maska jej nie obejmie. Ale nos i usta mam zakryte zgodnie z rozporządzeniem.

Od wtorku nastąpił dwukrotny wzrost zachorowań na Covida w Polsce: w środę podano 15 700 zakażonych, dzień później 15 200, a dziś 15 800, co jest smutnym rekordem. Zmarło odpowiednio 309 – 290 – 260 luda. W sumie od początku pandemii, której rocznicę właśnie obchodziliśmy, wykasowało się u nas spore miasto (45 tysięcy). Pewien wirusolog rzekł obrazowo, że codziennie spada u nas duży samolot z ludźmi, którzy bez przeszkód odlatują w niebyt. Moim zdaniem świadczy to o nędzy naszej służby zdrowia, przywykłej od komunizmu do pracy na pół, a chwilami na ćwierć gwizdka. Jak przyszedł czas poważnej próby, to się jej zwyczajnie nie sprostało. (Wiem, wiem, są dzielni lekarze, pracujące z poświęceniem pielęgniarki itp. – ale obraz ogólny widzę taki.)

A jeszcze jak się czyta o różnych głupich morderstwach, o dzieciach zakatowanych przez rodziców, o pacjentach czekających na przyjęcie osiem godzin w karetce – zgrozą wieje. Niedawno czteroosobowa rodzina w aucie plus pies wpadła do zalewu w Dziwnowie; nikt nie przeżył. Można odnieść wrażenie, że jak już ktoś uniknął aborcji, to dalsza egzystencja pozostaje jego prywatną sprawą, nikt się o niego nie troszczy. Nie walczy o niego ani państwo, ani bliźni. Swoją drogą ten zjazd z nabrzeża w Dziwnowie taki, że nikomu by nie przyszło do głowy, że można tam skręcić – w związku z tym żadnych barier, nic. A jednak komuś się przydarzyło. Prowadziła podobno matka rodziny.

(Właśnie przeczytałem, że w Ełku straż miejska powaliła i zakuła w kajdany mężczyznę paradującego bez maseczki. Moja propozycja: dać tym strażnikom premie i powołać straż medyczną o szerokich uprawnieniach. Kto bez maski: kula w łeb na miejscu. Inaczej z Covidem nie wygramy.)

W sobotę zawiozłem Dominikę do szczepienia. Wysadziłem przed punktem, sam udałem się szukać parkingu. Wychodzę sobie niespiesznie zastanawiając się, co począć z tak pięknie rozpoczętym dniem (było po południu), a tu leci moja Dominika trochę roztrzęsiona. Piorunem cię zaszczepili, mówię, a ona na to, że właśnie zabrakło dla niej szczepionek. I cała rozdygotana, jakby ją pozbawili nie wiedzieć jakiego dobrodziejstwa. To jest dopiero kuriozum: firmy farmaceutyczne nie wywiązują się z zamówień, bo na boku mogą shandlować towar trzy razy drożej (rzekł pewien wirusolog). Zdrowie i życie ludzkie nieważne, furda umowy, liczy się goły dolar. Unia Europejska, która te umowy podpisywała, powinna się podać do dymisji, ale od dawna jest to ciało pozorujące jeno pracę za sowite wynagrodzenia. Nikt nie beknął, rzecz jasna, nawet się nie tłumaczył. Oto jakich czasów dożyliśmy.

Na bazarze babcia od jaj pyta mnie, czym już zaszczepion. Nie, mówię, nie będę brał udziału w jakichś konkursach czy zapisach, w tym organizacyjnym burdlu przebrzydłym, z tej szarpaninie niehonorowej. Trzeba przywyknąć, uczyłem się tego całe życie i teraz umiem. Nota bene przeczytałem gdzieś, że Niemcy nie chcą jakże pożądanej u nas AstryZeneki, leży jej tam odłogiem 1,7 miliona sztuk. A dajcież ją do Polski – tu wyszczepią migiem. Znajomy astrofizyk dzień po szczepieniu leży z bólem głowy i ogólnym rozbiciem; na dowód hartu ducha przysyła mi aforyzm: per aspera ad AstraZeneca.

Więc to już rok, panie święty. Kto myślał, że tak długo? Trzy tygodnie, wydawało się, trzy miesiące najwyżej, potem wszystko wróci do normy. Nie wróciło. Takie myślenie obowiązuje nadal. A przecież równie uprawniony jest pogląd, że pandemia potrwa dłużej i przeorze cywilizację. Już przeorała. Rządzący nie chcą znać takiego kierunku myślenia. Po co nam wielgachne lotnisko w samym centrum zdemolowanego kraju, skoro nie będzie miał z niego kto latać? Po co gigantyczne kopalnie węgla brunatnego (jak na złość właśnie odkryli olbrzymie złoża), elektrownie jądrowe, te szankry gorąca na cele planety, jak gdzieś napisałem. Ale rozwój, rozwój, rozwijać się, doganiać Zachód, nowe inwestycje, zysk, zysk finansowy, reszta nie ma znaczenia. A w dzisiejszych czasach coraz wyraźniej widać, że goły zysk dolarowy zawsze okupiony jest kosztami społecznymi albo ekologicznymi, ale płacą go nie ci, co zgarniają owe dolary. Na tym polega biznes. Ot, jak owe firmy od szczepionek: gdyby pandemia nasiliła się (np. przy umieralności 75-procentowej), postępowałyby dokładnie tak samo, tylko jeszcze bardziej bezwzględnie.

A tu jeszcze lada dzień włączą się aberracje klimatyczne i będziemy latali z wywieszonym jęzorami… to  znaczy stop, chciałem powiedzieć: wywieszonymi pod maskami. Bal maskowy nieustający. Karnawał XXI wieku.

1 komentarz

  1. W 1938 roku Witkacy napisał dramat „Tak zwana ludzkość w obłędzie”, niezachowany niestety, i coś mi się zdaje, cny Marucho, że powoli dojrzewasz, aby za niego pociągnąć temat. Popieram, a i sam może napiszę swoją wersję. Tyle naszego, że sobie popiszemy, jak ludzkość wariuje. Bo jeśli nie zwariuje od gorączki covidowej, to w kolejce jest klimatyczna. Zawsze jakaś. Przy okazji, domagaj się szczepionki Pfizera. Zaszczepiłem rodzicielkę (tj. nie ja, ale ją do szpitala na szczepienie zawiozłem, a i trochę musiałem namawiać) i za pierwszym razem tylko trochę bolała ją ręka, a za drugim zgoła nic, aż podejrzewa, że dostała placebo – bo kogoś tam po drugiej dawce jednak zabolało. Wniosek stąd, że każdy walczy ze swoją szczepionką na swój własny sposób. A rozstrzeliwanie za brak maski wydaje mi się przesadzone, wystarczyłyby pieszczoty paralizatorem po kroczu… chociaż niektórzy mogliby uznać to za niezasłużoną pieszczotę :). Jak tak dalej pójdzie, to bezmaskowców ukaże kolejny zjadliwy mutant, który gdzieś tam się teraz wykluwa na Zanzibarze…

    Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books