Dzień 410, piątek 23 kwietnia 2021

Od końca marca wahadło epidemiczne znalazło się najpierw w strefie bardzo wysokich wartości zakażeń: notowano rekordy ponad 36 tys. nowych przypadków dziennie. Teraz te liczby spadły do poziomu mniej więcej 10 tys. dziennie, a więc znacznie. To nadal jest dużo, ale można wytrzymać. Nieodmiennie natomiast, dzień w dzień, wynoszą ze szpitali po 700 trupów i to najlepiej świadczy o poziomie służby zdrowia. Kraj wskutek działania różnych czynników nie jest w stanie skutecznie leczyć swoich obywateli.

Cały czas odnoszę wrażenie, że – nie tylko u nas – władza gra na alibi, jak to się mówi w piłce nożnej. Nie liczą się więc realne skutki naszych decyzji, ale to, jak przyjmie je społeczeństwo, a w ostateczności powiemy: no przecież nie staliśmy bezczynnie. Czyli wciąż jest to państwo na niby, nie działamy, żeby coś ewidentnie poprawić, tylko dla efektu propagandowego, dla gry politycznej itp. Chaos i rozprzężenie w zapisach na szczepienia jest taki, że nie chce się brać w tym udziału. Dzwonił Lech Jęczmyk; pytam go: zaszczepiłeś się? Nie, bo nie znane są skutki długofalowe działania takich szczepionek. W tym miejscu rozbiega się taktyka pojedynczego obywatela ze strategią władzy. Władza chce zaszczepić maksimum luda i tylko na przeszkodzie stoi brak szczepionek. To że kilku z tej zaszczepionej populacji zejdzie na zakrzepicę albo inne powikłania, nie ma znaczenia. Takie są koszty społeczne. Dla kogoś czekającego w kolejce znaczenie ma co innego: co się stanie, gdy akurat ja padnę ofiarą gry statystyczno-szczepionkowej?

W Zenonowie bierzemy jajka od pani Heni, która ma kury. Czasem jastrząb porwie albo zaatakuje którą, co świadczy o tym, że jastrzębie nie wymarły. W zimie pod dom podchodziły sarny, dziki przeryły drogę dojazdową – ot, atrakcje życia koło lasu. I oto pani Henia zaszczepiła się Pfeizerem, notując takie sensacje, jakby dopadł ją osobiście sam Covid. Jajka podała jak najszybciej przez płot i zniknęła. A Pfeizer uchodził do tej pory za szczepionkę pewną, w przeciwieństwie do Astry Zeneki, której jedni wyrzekają się już całkowicie, inni częściowo, a jeszcze inni, w tym my w Polsce, szczepią tym zajzajerem, bo nie mają wyboru.

Najnowszym wynalazkiem biurokratów, którzy walczą z Covidem ukazami, są paszporty szczepionkowe. Co tam ma być, dokładnie nie wiem, ale pewnie historia życia właściciela ze szczególnym uwzględnieniem okoliczności okołocovidowych: kiedy i jakie brał szczepionki, jak je zniósł, czy chorował przedtem albo potem, jakie miał kwarantanny itp. Niby więc informacje pożyteczne, tyle tylko, że przeciążonej służbie zdrowia dodaje to papierkowej roboty. Bez skrupulatnego wypełniania rubryk taki paszport nic niewart. Już widzę, jak wypełnia go pani Henia (chyba że nieupoważnionym wypełnianie wzbronione). Ale w takim razie co z objawami, które się ma w domu, a nie w przytomności personelu medycznego? Druga sprawa: jest epoka komputerów, wszystko to powinno być zanotowane na jakimś koncie pacjenta i fertig. Nie; bumaga i stempel, jak za Ćwieczka.

Dodatkowo próbuje się wywierać presję na ludziach: zaszczepieni będą mogli na przykład pojeść w restauracji albo posiedzieć w kinie. Okażą paszport i otworzy im on wszelkie drzwi. Tacy jak ja, bez paszportu, niezaszczepieni, nie palący się do drogi krzyżowej z tą biurokracją, będą z knajp wyrzucani przez aniołów z mieczem ognistym. Ile wstydu się przy tym najem, to moje.

Dziś szukając w komputerze wyników piłkarskich Dalinu Myślenice natknąłem się przypadkiem na informację o śmierci Emila Bieli. Był to polonista, który przyszedł do nas w siódmej klasie podstawówki i poznawszy ogrom naszego nieuctwa złapał się za głowę. Wprowadził natychmiast ćwiczenia ortograficzne: czytał fragment tekstu, a myśmy zapisywali. Pierwsze razy to był pogrom. Jakież uniesienie mnie wypełniło, gdym po raz pierwszy napisał takie ćwiczenie bezbłędnie! Biela dawał też nietypowe tematy wypracowań: jak wyobrażam sobie własny pogrzeb, jak będzie wyglądał świat w roku 2000 itp. Nieszczęśnikom, którzy mieli pecha czytać swe wynurzenia w przytomności całej klasy, przerywał złośliwymi komentarzami, po których wszyscy z wyjątkiem tego pod tablicą ryczeli ze śmiechu. Potem przyszedł do nas na krótko na zastępstwo w ósmej klasie, czyli pierwszej liceum.

Jego twórczość literacką śledziłem z uwagą, bo był to pierwszy znany mi osobiście pisarz i poeta. Uważam do dziś, że nie rozwinął w pełni swego potencjału. W jednej ze swych krótkich powieści przedstawił świat znad Raby, z Myślenic i okolicznych wiosek, w którym grasują baśniowo-mityczne stwory, jak diabeł Ozworek czy muzykant Śleboda. Otóż wykorzystując te wspaniale indywidua można było skonstruować niekiepskie fantasy, silnie zanurzone w realnym życiu, ale Emil Biela tego nie dostrzegł. Może nie wiedział, co to jest fantasy? Może nie znosił Tolkiena? A przecież w jednym ze swych króciutkich tekstów, które pisał przez całe życie, upomniał się o ogrodowe krasnale. Taki był, niepraktyczny, nie idący (na szczęście!) z duchem cywilizacji. Nigdy nie kupił sobie samochodu, jeździł po mieście rowerem.

Będzie mi brakowało tego myślenickiego dziwaka. I jeszcze jedna rzecz pisze mu się na plus: zmarł nie z powodu covida, ale zwyczajnie, ze starości, jak Bóg przykazał.

2 komentarze

  1. Marucha, dzisiaj mija 39 dzień, jak dałem sobie wstrzyknąć do organizmu ową niesławną (na wyrost moim zdaniem) AstraZenekę, na drugą dawkę też pójdę, bo: nie wyrosły mi rogi ani skrzydła (oczywiście żadnej zakrzepicy), nie czuję się sterowany przez czipa, po szczepieniu ani nie zmądrzałem, ani nie zgłupiałem. Wiem, jedno – dałem sobie szansę, aby nie wylądować pod respiratorem. Bo statystyki są jasne: dziś umarło na covid 541 osób, to są ci, co zwolnili respiratory. Ilu zaszczepionych zmarło na zakrzepicę? 1 na milion. Ilu na covid? 3 na 100 zarażonych. Nie wiem oczywiście, jakie będą długofalowe skutki tej szczepionki, za to wiem, że z 10 pacjentów podpiętych pod respirator przeżywa 2, jak jest dobry dzień to 3. Jeśli już nie wiemy, w co wierzyć, to wierzmy w statystykę, panie inżynierze energetyku jądrowy.

    Odpowiedz
    • Pisze brat Emila. Dziękuję Marku. za to wspomnienie. Przy okazji prostuję, że Emil, jako jeden z nielicznych w Myślenicach, był w tamtym czasie posiadaczem samochodu marki „syrena” typ 102. Poza tym był właścicielem chyba siedmiu samochodów, że nie wspomnę o skuterze marki „Osa” w kolorze zielonym… I w sumie niezłym kierowcą. Ale faktycznie skoku technologicznego na przełomie wieków nie wykonał! Do zobaczenia nad Rabą.

      Odpowiedz

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books