Dzień 494, piątek 16 lipca 2021

W dziedzinie koronawirusa od dłuższego czasu istotne poluzowanie: w Polsce czynne są knajpy, hotele, ludziska jeżdżą na wakacje jak za dawnych dobrych czasów. Berenika była nawet z koleżanką dwa razy w kinie. W międzyczasie skończył się rok szkolny, przeminęły mistrzostwa Europy w piłce nożnej, czekamy na olimpiadę. Niby wszystko w miarę normalnie, z przecież już rośnie liczba zachorowań w Hiszpanii i w Anglii na tzw. deltę, czyli wariant hindusku koronawirusa, już się gada o następnych wariantach. Trafiliśmy na cienką przerwę w pandemii i bodaj na jesieni zacznie się de novo.

Ja poszedłem do drugiego szczepienia 7 lipca, Berenika bodaj dzień później. Na stadionie Legii porządek jak za pierwszym razem, ale punkt szczepień w zeszłą sobotę zlikwidowali czy też przenieśli gdzie indziej, bo przecież zaczyna grać liga. Odsiedziałem swój kwadrans i wróciłem do domu. Nic mi po tym szczepieniu nie było, aczkolwiek wcześniej naczytałem się o przypadkach, gdy po drugim szczepieniu Pfizerem jakaś 36-letnia kobieta zeszła z padołu i zaraz za nią ktoś jeszcze, bodaj jakiś nastolatek. Tak w ogóle ludziska nie chcą się szczepić, mamy wszystkiego 16 milionów zaszczepionych przynajmniej raz, szczepionki leżą na kupie i nawet mamy je sprzedawać do krajów ościennych, a nawet i do Australii.

Nadeszła za to fala upałów, termometry regularnie pokazują ponad 30 stopni. Na szczęście towarzyszą temu burze i ulewy, oczywiście jest i demolka z tym związana, w Niemczech powodzie wysłały do nieba setkę ludzi, a nie wiadomo ilu uznaje się za zaginionych. W Belgii wojsko ewakuowało dzieci miejscowej Polonii z budynku, w którym miały spędzać wakacje. Podpłynęła po nie amfibia; na szczęście w budynku był prąd i wszystko jako tako działało. U nas w zeszłym tygodniu były cztery takie dni, że w trzech z nich odnotowano silne burze. To jest powód do niepokoju: wszystko narasta szybciej, nawałnice zaczęły obracać w perzynę tzw. dorobek cywilizacji. Na razie zerwanymi dachami płacą poczciwi ludzie, na których padło, że przeleciały przez ich domostwa trąby powietrzne. Cywilizacja będzie się rozwijać, dane ekonomiczne pójdą w górę – a zapłacą za to losowo nieszczęśnicy pozbawieni domów.

W piłkę kopaną jak zwykle żeśmy umoczyli, pierwszy mecz przerąbany ze Słowacją, drugi zremisowany z Hiszpanią, trzeci ponownie przegrany ze Szwecją – i do domu. Nawet się gadać nie chce. A były to mistrzostwa  wspaniałych meczy, zacząłem je oglądać i nie przestałem aż do finału. Tyle że grali inni.

W tych dniach przypada rocznica lądowania Amerykanów na Księżycu. Jak co roku staniemy przed tajemnicą imponującego zmarnowania tego osiągnięcia przez Amerykę. W „Człowieku na Księżycu” Chaikina przeczytałem, że były to lata wyjęte jakby z XXI wieku i wsadzone w przaśne lata 60. XX wieku. Nic dodać, nic ująć.

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books