Dzień 716, środa 23 lutego 2022

Miesiąc minął i przekonaliśmy się, ze Omikron nie taki groźny jak się zapowiadał. Dzisiejsze liczby to 20 456 zakażonych i 360 zmarłych. Ta pierwsza pozwala sądzić, że pandemia słabnie, od końca stycznia zakażonych przestało już przybywać i tylko liczba nieboszczyków wciąż na stałym wysokim poziomie. Odnoszę wrażenie, że nikt się nie przejmuje, czy umrze nas kolejny tysiąc, czy dwa; dziennikarze bliscy sfer rządowych widzą w tym przemyślne działanie, polegające na nabieraniu stadnej odporności poprzez przechorowanie albo zaszczepienie. Szczepi się już mało kto, punkty szczepień redukują godziny przyjęć, rząd redukuje rygory pandemiczne. Od 1 marca obowiązywać będą tylko maski w miejscach publicznych, izolacja i kwarantanna, reszta zostanie zniesiona. Ale jaka reszta? Nikt się niczym nie przejmował, w kościele niektórzy siedzieli całkowicie bez masek. W sklepach pilnują, żeby mieć, ale na bazarze idzie to na pełen żywioł. Ja sam chodzę w bandanie, którą naciągam nas nos albo pod nos, zależnie od rygorów. Z tydzień temu mieliśmy chwilę strachu, bo Berenikę zaczęło drapać w gardle nie tak długo po powrocie z tygodniowego obozu fotograficznego w Borach Tucholskich. Była wprawdzie zaszczepiona trzy razy, ale mało to się słyszy o zakażeniach, a nawet śmierciach ludzi zaszczepionych porządnie i wielokrotnie? Na szczęście zaraz jej przeszło i do dziś nie wiemy – był Omikron czy nie?

W każdym razie do dantejskich liczb typu 140 tysięcy zakażeń dziennie, jak prorokował premier, na szczęście nie doszło i Polacy poszli po rozum do głowy, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Tylko na portalach internetowych pojawiają się czarne zdjęcia zmarłych: ten miał 40 lat, ten 50, a ten trochę mniej. O prawdziwych starcach wyniesionych nogami do przodu nikt nawet nie wspomina.

Za to groźnie zrobiło się wokół Ukrainy. Ruskie stanęli na granicach z wojskiem i dalejże straszyć. Ta ich zabawa w „wejdą – nie wejdą”, doskonale nam znana z 1981 roku, za Solidarności, staje się ich specjalnością. Mąż stanu Putin dyktuje światu warunki, a świat nie wie, co z tym zrobić. Telewizja i portale pełne są twarzy tego człowieka, dawniej szczurzej, teraz coraz bardziej prosięcej, jego chytre oczka spoglądają pozornie beznamiętnie, a moim zdaniem to gość niezrównoważony, którego idee fixe polega na tym, żeby naśladując Stalina zapisać się w historii nie tylko Rosji. No i weszli, najpierw do tzw, zbuntowanych republik donieckiej i ługańskiej, raz w 2014 roku, drugi raz teraz, z tym że teraz przyłączyli je do Rosji. Zachód na to zareagował sankcjami i przerzutem wojsk między innymi do nas, ale te sankcje jakieś takie niemrawe, bez bigla i bez polotu. Liczą się Amerykanie, ciskają się nieco Anglicy, Francuzi na dwoje babka wróżyła, a Niemcy kompromitują się jak mogą, choć właśnie pod naciskiem amerykańskim zablokowali Nord Stream 2. Ale co zablokowane, można zaraz odblokować, gdy się sankcje znudzą albo opatrzą. W każdym razie gaz w Europie podrożał wielokrotnie i chyba będzie dalej drożał, chociaż na razie go nie brakuje, a idzie wiosna i robi się cieplej. Zima była taka jak teraz zimy, mrozu po parę stopni w nocy ze dwa razy i to wszystko. Efekt cieplarniany, panie, ale Emmerich filmu o tym nie zrobi, bo efekt cieplarniany narasta stopniowo i jako taki jest niefotogeniczny.

Ja zaś szykuję się mentalnie do wyjazdu do Myślenic w celu wyprowadzki z domu rodzinnego moich rzeczy i książek. Nie myślałem, że kiedyś do tego dojdzie. No ale matka zmarła, odbył się proces sądowy, który trwał pięć lat z okładem, sędziny przyznały dom i teren AJani (jak to jest, że sądzą tylko kobiety?), a ja mam się wynosić. Jedna rzecz jest w tym dobra: tamtą część rodziny odetnie się i nie będzie do niej wracać ani o niej pamiętać, bo po co. Przed zaśnięciem myślę, jak tej wyprowadzce podołam, mając do dyspozycji tylko ręce i nogi i trochę pieniędzy, do ilu  kłótni będzie musiało dojść, bo choć AJania na nic w domu nie dawała, teraz utrzymuje, że wszystko jest jej własnością. Ale nie przejmujmy się z góry, na pewno na tych łamach doczekamy się fascynujących relacji z przebiegu tej mordęgi.

Co mnie naprawdę martwi to fakt, że skoczyło mi ciśnienie. To już nie jest 130 czy 140, ale 150, a nie dalej jak wczoraj było pod 170. Dziś znowu miałem rano jak za młodu 138 / 90 i nie wiem, co o tym myśleć, może ciśnieniomierz zepsuty albo baterie za słabe. Czuję się jak najlepiej, chodzę do sklepu i na bazar, ale nigdzie indziej, jeszcze do kościoła i do Zenonowa, ale to autem. Życie nieforsowne, bez wysiłku fizycznego – co będzie, jak ten wysiłek przyjdzie? Ale nie zamartwiajmy się z góry. Byłby to niezły symbol, powiedziałem do Dominiki, gdyby mnie te książki pogrzebały pod sobą w akcie zakończenia starego, niepotrzebnego życia.

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books