Dzień 154,  środa 5 sierpnia 2020

Dzień 154, środa 5 sierpnia 2020

Nie chciało mi się przez ponad pisać miesiąc wciąż o tym samym – ale nic się nie zmienia. Przez jakiś czas nowych zakażeń w Polsce nie przybywało, ustalił się poziom rzędu trzech setek dziennie. Raptem skoczyło to dwukrotnie, na poziom 600 i teraz prawie co dzień mamy nowe rekordy; wczoraj było to 680 zakażeń. Ludzie znudzili się wirusem, przestali się go bać, wylegują się w ciasnocie na plażach, upijają się po weselach, chodzą bez masek albo tylko pozorują ich noszenie, trzymając nochale na wierzchu – a wirusowi w to graj. Jakiś profesor oświadczył, że zakażeń może być nawet 10 razy więcej, tylko o nich nie wiemy i większość zainfekowanych przechodzi chorobę bezobjawowo. Jeśli ktoś liczył, że epidemia sama wygaśnie, to się rozczarował, bo jesteśmy od tego dalej niż w marcu.

Dzień 113,  czwartek 25 czerwca 2020

Dzień 113, czwartek 25 czerwca 2020

Kto miał nadzieję, że wirus ustąpi przed wakacjami, ten chyba ostatecznie zwątpił. Wygląda na to, że epidemia będzie miała charakter długotrwały i pozostaje wyznaczanie kolejnych „progów normalności”, za którymi żyć się będzie bez zarazy. Takim progiem miały być wakacje, ale się nie ostały; teraz powoli ustala się nowy próg na koniec wakacji, wrzesień i początek roku szkolnego. Premier wysyła dziatwę obowiązkowo do szkół, ale czyni tak chyba ze względu na wybory, które będą w niedzielę.

Dzień 97,  wtorek 9 czerwca 2020

Dzień 97, wtorek 9 czerwca 2020

Polska jest krajem paradoksów. Gdy koronawirus rzeźbił Włochy, Hiszpanię, Francję. Anglię, Szwecję – my ogłosiliśmy się strefą sukcesu medycznego. Niski poziom zarażeń, niewiele trupów, wypłaszczona krzywa przyrostu zakażeń, te rzeczy. Dzięki zapobiegliwości rządu, dyscyplinie społeczeństwa, mądremu stosowaniu zakazów uniknęliśmy plagi, plaga się nas – narodu wybranego – nie imała. Teraz wszyscy wychodzą spod wirusa jak spod wody, tylko u nas obciach. W weekend było ponad 1000 nowych zakażeń, a w jakiś pojedynczy dzień – ponad 600. Rekord. Trzeba by na nowo wprowadzić wszystkie stare zakazy, ale państwo już się słania na nogach, poza tym Europa już luzuje, nie wypada odstawać. Wielkie ogniska choroby wybuchają to na Śląsku, to w łódzkiem, to jeszcze gdzieś indziej. Ale naród ma dość, naród nie ma czasu czekać, aż się impet koronawirusa wyczerpie. Poza tym idą wakacje, schorowanym należy się wypoczynek.

Dzień 90,  wtorek 2 czerwca 2020

Dzień 90, wtorek 2 czerwca 2020

W niedzielę po raz pierwszy od trzech miesięcy poszedłem do kościoła. Msza wieczorna, ludzi mniej więcej połowa tego co pamiętam, większość w maskach, ale niektórzy odważnie – bez. Ja zająłem swoje dawne miejsce przy orkiestrze – kilkoro entuzjastów przygrywa do mszy na gitarach i elektrycznych klawiszach. Dobrze śpiewają, zwłaszcza kobiety. Księdza przy ołtarzu widziałem przez brzozowe gałązki, bo przypadły akurat Zielone Świątki, ale reszta przebiegła normalnie. Dziwny widok spowiednika udającego się do konfesjonału w przyłbicy; zdawał się jej nie dostrzegać, jakby chodził w niej całe życie.

Dzień 78,  czwartek 21 maja 2020

Dzień 78, czwartek 21 maja 2020

Koronawirus tak zezwyczajniał, że pisać się o nim nie chce. Na świecie zachorowało już 5 mln ludzi, z czego 320 tys. zmarło – a więc tak, jakby zdjąć z powierzchni Ziemi spore miasto. Ciekawie byłoby wejrzeć w strukturę tych zmarłych – wiekową, rasową, zdrowotną, dochodową. Nadreprezentacja jest chyba wśród pensjonariuszy domów starców; w Szwajcarii o w Szwecji połowa ofiar wirusa zmarła w domach opieki. Dziś czytam też, że w Europie nie przechorowaliśmy wirusa masowo, wskutek czego nie nabraliśmy odporności i druga, jesienna fala nas zmiecie. W Polsce liczba zarażonych dochodzi do 20 tys., z czego prawie tysiąc zmarło – liczby w marcu abstrakcyjne.

Dzień 64,  czwartek 7 maja 2020

Dzień 64, czwartek 7 maja 2020

Wczoraj zmobilizowałem wszystkie siły i ruszyłem do PlusMinusa po książki. Dział prowadzi tam Marcin Kube i czasem coś do niego dla mnie przychodzi. Wsiadłem więc w 158, żeby zobaczyć przez szybę trochę życia. W autobusie jedzie po kilka osób, co całkowicie mi odpowiadało, wszyscy w maskach, ale starsze kobiety opuszczają je poniżej nosa. To już lepiej zdjąć całkiem. Lało; w trakcie suszy trafiłem taki dzień, że przemoczyłem tenisówki.