Dzień 30, piątek 3 kwietnia 2020

Dzień 30, piątek 3 kwietnia 2020

Dominika z Bereniką urządziły sobie właśnie seans filmowy z płytki; sądząc po charkotliwym języku, krzykach i odgłosach razów jest to kolejny Indiana Jones. Ja po całodniowym czytaniu siądę niedługo do trzeciego odcinka „Sposobu na Alcybiadesa” według najlepszej chyba powieści Niziurskiego, ale jakby niedopiętej, niewygranej do końca. Ma ona genialne momenty, jak wiersz znokautowanego boksera Wątłusza czy scenę z odgrywanego przez uczniów spektaklu z życia Murzynów: „Podły kacyku, sprzedałeś nas kolonizatorom!” Intryga tak absurdalna, że aż komiczna, w dodatku język… kto dziś tak pisze?

Dzień 23, piątek 27 marca 2020

Dzień 23, piątek 27 marca 2020

Kiedy odsyłałem we środę wywiad, liczba zarażonych w Polsce minęła 900. Potem się posypało i z panią Anitą ustaliliśmy, że zamienimy te 900 na ponad tysiąc – bo tyle było. Dziś – piątek wieczorem – jest to to już 1340 i o żadnym wyhamowywaniu przez wirusa nie może być mowy.

Dzień 22, czwartek rano, 25 marca 2020

Dzień 22, czwartek rano, 25 marca 2020

Wczoraj liczba zarażonych długo utrzymywała się trochę powyżej 900, ale wieczorem ruszyła z kopyta. Dziś przed śniadaniem widzę, że minęła tysiąc. Chcąc nie chcąc myśli się, co będzie dalej, jeśli pójdzie to w takim tempie. Hiszpania nas czeka czy Włochy? Wciąż mam wrażenie, że liczba zarażeń jest niedoszacowana.

Dzień 20, wtorek 24 marca 2020

Dzień 20, wtorek 24 marca 2020

Wczoraj minęło mi 68 lat. Dominika powiedziała: – No, to teraz znalazłeś się w grupie szczególnie zagrożonych przez koronawirusa. Ona chyba wierzy, że to się może zmienić z dnia na dzień. Tydzień temu jeszcze nie należałem, wczoraj – owszem. Jak ma produkt z terminem przydatności np. do wtorku, to potem go już nie je. Zepsuty. Przeterminowany. Daremnie tłumaczę, że te terminy najczęściej ustawiane są asekuracyjnie, a nawet jeśli nie, to przydatność do spożycia maleje po jakiejś krzywej, a nie wali się na łeb, na szyję w przepaść.