Dzień 819, poniedziałek 6 czerwca 2022

Pandemię jakby kto zdmuchnął: zniknęła zupełnie. Zaprzestano podawania komunikatów o nowych zachorowaniach i o zmarłych, nikt się tym już nie przejmuje. Wprawdzie na jesieni ma się zacząć od nowa i nawet zaleca się czwarte szczepienie profilaktyczne, ale nikt tego nie bierze poważnie. W szpitalach i placówkach służby zdrowia obowiązują nadal maseczki; jeszcze na bazarze szaleni starcy paradują w nich jak w kagańcach, przy powszechności nagich twarzy wygląda to kuriozalnie. W Myślenicach sąsiad, mechanik samochodowy na emeryturze, opowiada, że u niego w domu cała rodzina przeszła covid, i to raczej ciężko. Ale minę ma zadowoloną, wygląda zdrowo, opalony, uśmiechnięty. W mediach pojawił się na krótko wątek dobroczynnego wpływu wojny na Ukrainie na pandemię, ale nikt tego nie podjął, więc na czym by ten wpływ polegał, nie zdążyłem się zorientować.


Dzień 781, piątek 29 kwietnia 2022

Dane sprzed paru dni: 582 nowe zakażenia covidem, 99 zmarłych. Nie wiadomo, czy to dane za ostatni dzień, czy za cały poprzedni tydzień. Zaraz po moim poprzednim wyjeździe do Myślenic, a więc miesiąc temu, nastąpiła radykalna poprawa sytuacji, zakażenia spadły poniżej 10 tysięcy na dobę, w końcu zeszły do setek, raporty rządowe na ten temat zaczęto publikować raz na tydzień, wydawało się, że pandemia w odwrocie. Ale ostatni komunikat za 21 – 27 kwietnia wskazuje, że zachorowania z powrotem zaczynają rosnąć. Dziś czytam znowu, że stan epidemii ma być zniesiony w połowie maja. Obowiązywał od 20 marca 2020, nawet żeśmy tego nie zauważyli, przyzwyczajeni do życia w anormalnych warunkach.


Dzień 749, poniedziałek 28 marca 2022

We środę 23 marca o godzinie mniej więcej 7, wkroczyłem tryumfalnie do elitarnego klubu 70+ (teraz przy wszystkim stawia się plus). Nie myślałem, że dożyję takiego wieku. Przypomina mi się ojciec, który po pięćdziesiątce zaczął znienacka utyskiwać, jak to słabo się czuje. Tajemnica polegała na tym, że wdrukował sobie, że nie przeżyje własnego ojca, czyli mojego dziadka Franciszka. Dziadek walczył w I wojnie za Franza Josefa w Tyrolu, został ranny w nogę i jako inwalida wojenny brał wysoką rentę, z której żyła cała rodzina. Zmarł jak miał 55 lat, a więc grubo przedwcześnie. Ojciec uspokoił się dopiero wtedy, gdy minął ową granicę – minął ją nieznacznie, bo w wieku 61 lat położył go rak.


Dzień 729, wtorek 8 marca 2022

Już miałem napisać, że pandemia słabnie, ale przecież widać, że nie. Dziś podano, że zakażonych mamy 13 152 przy 217 nieboszczykach, i to jest prawie taki sam wynik jak w ostatnich dniach powszednich. Co znaczy, że nastąpiła stabilizacja, ale liczby nie maleją. Przeciwnie, teraz po przyjęciu miliona Ukraińców raczej będą rosły.


Dzień 720, niedziela 27 lutego 2022

Dzisiejsze liczby covidowe to 9 tysięcy zakażonych i 40 zmarłych. Byłby to świetny wynik, ale w weekendy dane zawsze są zaniżone, wynika to chyba z małej intensywności badań. Dopiero we wtorek będzie można coś powiedzieć. Wczoraj też było marne 14 tysięcy zakażeń, co na tle Korei Południowej (166 tys.), Niemiec (129 tys.) i Rosji (123 tys.) wygląda rozczulająco. Pandemia słabnie, przynajmniej u nas, ale że natura nie znosi próżni, Omikrona zastępuje inny rodzaj zarazy: zaraza wojenna.


Dzień 716, środa 23 lutego 2022

Miesiąc minął i przekonaliśmy się, ze Omikron nie taki groźny jak się zapowiadał. Dzisiejsze liczby to 20 456 zakażonych i 360 zmarłych. Ta pierwsza pozwala sądzić, że pandemia słabnie, od końca stycznia zakażonych przestało już przybywać i tylko liczba nieboszczyków wciąż na stałym wysokim poziomie. Odnoszę wrażenie, że nikt się nie przejmuje, czy umrze nas kolejny tysiąc, czy dwa; dziennikarze bliscy sfer rządowych widzą w tym przemyślne działanie, polegające na nabieraniu stadnej odporności poprzez przechorowanie albo zaszczepienie. Szczepi się już mało kto, punkty szczepień redukują godziny przyjęć, rząd redukuje rygory pandemiczne. Od 1 marca obowiązywać będą tylko maski w miejscach publicznych, izolacja i kwarantanna, reszta zostanie zniesiona. Ale jaka reszta? Nikt się niczym nie przejmował, w kościele niektórzy siedzieli całkowicie bez masek. W sklepach pilnują, żeby mieć, ale na bazarze idzie to na pełen żywioł. Ja sam chodzę w bandanie, którą naciągam nas nos albo pod nos, zależnie od rygorów.