Gaja Grzegorzewska:  Selkis

Space opera gender

Obszerną powieść „Selkis” Gaja Grzegorzewska upozowała na space operę, ale obecny w niej cały rachityczny kosmos możliwy jest do odegrania w byle mieście na Ziemi. Istnieje wprawdzie flota Układu, ale zaraz znika, bo rozwalają ją Obcy, którzy zresztą występują tylko wirtualnie. Po zapewnieniach, jakich dopuścili się zniszczeń, nie pokazują się więcej. Ze statku na statek wchodzi się jak z pokoju do pokoju, furda  tam wirusy czy flora bakteryjna. Statki handlowe przypominają zmodyfikowane łajby z XIX wieku: mostek kapitański, umorusana załoga, paki do przewiezienia. Planety handlowe to wypisz, wymaluj ziemskie porty z ich tawernami, w których wyposzczeni marynarze oddają się piciu i chędożeniu.


Piotr Czarnecki:  Reder ’44

Hitler kaput!

Wielokrotnie zastanawiano się, jaki byłby dalszy przebieg II wojny światowej, gdyby powiódł się któryś z licznych zamachów na Hitlera. Oto odpowiedź czarno na białym: powieść „Reder ‘44”, w której polscy komandosi zabijają Führera opodal jego rezydencji Berghof w lipcu 1944 roku. Jest już po konferencji w Teheranie, Polskę oddano w pacht Sowietom, ale śmierć szalonego Adolfa może sporo pozmieniać na planszy.


Arkadij / Boris Strugaccy:  Piknik na skraju drogi i inne utwory

Ucieczka do świetlanej przyszłości

Mało kto pamięta największe bodaj osiągnięcie futurologii w XX wieku: oto sowiecka partia komunistyczna ogłosiła w październiku 1961 roku, że komunizm zostanie zbudowany za lat 20. W tym czasie dochód narodowy miał wzrosnąć pięciokrotnie, aby zapewnić powszechną obfitość dóbr, poziom życia w miastach i na wsi miał się zrównać, a przyszły komunista miał być wszechstronnie rozwiniętym ideałem. Fizycznym, umysłowym, moralnym. W dziele budowania komunizmu wyznaczono także zadanie fantastyce: opiewać szczęśliwą epokę po wprowadzeniu komunizmu, tak jak to uczynił klasyk Iwan Jefremow w „Mgławicy Andromedy”.


Frank Herbert:  Rój Hellstroma

Ludzie jak owady

Formy owadzie są nader często wykorzystywane w literaturze i filmach SF. Zwłaszcza Obcy z kosmosu przyjmują owadopodobne kształty, przerażające i fascynujące zarazem. Powieść „Rój Hellstroma” Franka Herberta, autora znanego cyklu „Diuna”, wykazuje bardziej przewrotne podejście: tu ludzie zorganizowani są na modłę owadzią, to ich społeczeństwo, nie wygląd, naśladuje owady, organizację mrowisk, kopców termitów czy pszczelich uli.


Olaf Stapledon:  Ostatni i Pierwsi Ludzie. Historia bliskiej i dalekiej przyszłości

18 mgnień ludzkości

W 1930 roku ukazała się książka „Ostatni i Pierwsi Ludzie”. Od razu została uznana za wybitne dzieło science fiction, głównie z racji rozmachu. Stapledon opisał bowiem historię ludzkości na przestrzeni 2 miliardów lat, poczynając od czasów współczesnych aż do zagłady istot ludzkich, co dziwne nie zawinionej przez nie same. Jako dzieło futurologiczne rzecz kompletnie się nie broni, co widać już po upływie niecałych stu lat. Ale też wątpię, by autor starał się przepowiedzieć przyszłe dzieje ludzkości – jest to niemożliwe – co innego zatem musiało się liczyć w jego planach.


Blake Crouch:  Rekursja

Fotel pamięci

Wyobraźmy sobie odkrycie: kto w stanie deprywacji sensorycznej (odcięcia od bodźców) wraca pamięcią do wyraźnie zapisanego w pamięci wspomnienia, a dodatkowo przyjmie pewne substancje wspomagające, po czym nie zwlekając obniży akcję swego serca poniżej progu umieralności, ten osiągnie efekt przerzutni w czasie. Konkretnie poddany takim katuszom znajdzie się migiem wewnątrz tego wspomnienia. Niezbędny jest jeszcze skomplikowany fotel pamięci – wszystko to razem działa jak wehikuł czasu. Fotel pamięci to nie zabawka, można go traktować jako potencjalnie niebezpieczny, a nawet jako broń o masowym zasięgu, gdyż rozszczepia główną strugę czasu na poboczne i umożliwia korektę rzeczywistości. Jest i zła wiadomość: każde z czasowych odgałęzień prowadzi do globalnego konfliktu z zagładą ludzkości w finale.