Lewa ręka Stalina

Francoise Thom:  Beria. Oprawca bez skazy

Lewa ręka Stalina

W serii Oblicza Zła, grupującej biografie największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości, przyszła pora na Ławrientija Berię. To dopiero drugi z areopagu sowieckich rzezimieszków (hitlerowcy byli już w serii reprezentowani czterema nazwiskami), za to książka o nim jest imponująca objętościowo: ze skorowidzem tysiąc stron! Cieńsza była nawet biografia Stalina.

Szyfr egipski

Daniel Meyerson:  Tajemnica hieroglifów. Champollion, Napoleon i odczytanie Kamienia z Rosetty

Szyfr egipski

Choć tematem książki jest praca Champolliona nad odczytaniem pisma starożytnych Egipcjan, książka ma też drugiego głównego bohatera. Jest nim Napoleon Bonaparte…

Sikorski Ameryki

Bill O’Reilly, Martin Dugard:  Zabić Pattona. Niezwykła śmierć najzuchwalszego generała drugiej wojny światowej

Sikorski Ameryki

Książka „Zabić Pattona” autorstwa dziennikarza TV i historyka jest tylko pozornie tym, na co wygląda i co zapowiada tytuł. Kwestie zamachów na Pattona i opis jego śmierci zajmują w niej skromną część objętości. Cała reszta poświęcona jest końcowej fazie II wojny, w tym np. wyzwoleniu obozu Auschwitz, z czym Patton nie miał nic wspólnego.

Putin – ostatni prezydent Rosji?

Wiktor Suworow:  Alfabet Suworowa

Putin – ostatni prezydent Rosji?

Kilkanaście lat temu nastała moda na książkowe Alfabety. Kto tylko mógł, produkował swój, obejmujący przeważnie osoby, z jakimi zetknął się w życiu. Była to praca niemęcząca a dodająca splendoru: książka sprawiała wrażenie, że autor obracał się w wyższych sferach towarzyskich. Kto wydał taki Alfabet, nie mógł być byle kim. „Alfabet Suworowa” powstał na fali tego typu wydawnictw, ale wyróżnia się tym, że mniej stara się zaimponować czytelnikom, z kim autor pił wódkę, za to podaje niekonwencjonalne opinie o politykach współczesnych i historycznych. (W całej książce jedyne hasła spoza tego zbioru to Układ Warszawski i „wyzwolicielka”, czyli Armia Czerwona.) Suworow często ironizuje albo wręcz obśmiewa wielkie nazwiska z historii Rosji. Ale pokaźna jest też lista osób, które darzy szacunkiem, na czele z carem Mikołajem II, którego rodzinę wymordowali bolszewicy, Stalinem, o którym wypowiada się z szacunkiem oraz kilkoma generałami z Własowem na czele. Pozytywnych opinii doczekali się m.in. Thatcher, Reagan, Orwell, Franco, Piłsudski i Kukliński. Negatywnych – Chruszczow z Breżniewem i Żukowem, Jelcyn, Robespierre, Mołotow, Sołżenicyn i oczywiście Putin, a Piotr Wielki został nazwany (nie)Wielkim. Niekiedy oceny bywają mordercze: pisarz Rybakow, ten od „Dzieci Arbatu”, został określony jako ten, który zawsze pierwszy wkraczał na rozbrojone pole minowe. Hitlera Suworow uważa za durnia i szaleńca; dziwi się, jak rozsądni Niemcy mogli ulec urokowi tak wszawej osoby o tak niskich predyspozycjach intelektualnych. Stalina ma za mądrzejszego, posługującego się tamtym jak narzędziem. Ale: „To, że Hitler był ludożercą, nie oznacza, że Stalin był wegetarianinem.” Stalina i Hitlera uważa za bliźniaków; całą stronę tekstu zajmuje wyszczególnienie analogii między nimi. Fakty mrożące krew w żyłach pojawiają się w wywiadzie, którym uzupełniono „Alfabet”. 14 września 1954...
Prezent dla Stalina

Piotr Zychowicz:  Obłęd ’44, czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując Powstanie Warszawskie

Prezent dla Stalina

Lubię książki Piotra Zychowicza. Nerwowe, zaangażowane, rozliczeniowe – tak powinno się pisać o historii. Zwłaszcza o historii najnowszej naszego kraju, w którym historia ta została po wielokroć zafałszowana, tak że nie wiadomo, kto jest kto i co było co. Zychowicz ma dar oczyszczania złogów historii, przedstawiania rzetelnie faktów i wynikających z nich wniosków. Tak było w „Pakcie Ribbentrop – Beck” i tak jest w „Obłędzie ‘44”, wydanym rok temu, który doczekał się do tej pory ośmiu wznowień. „Obłęd ‘44” jest w pewnym sensie kontynuacją „Paktu”, Zychowicz jakby mówił: skoro Polska nie chciała iść z Niemcami na Sowiety stalinowskie, więc zobaczmy, co z tego wynikło. Nieprawda, że „Obłęd” to książka o gehennie Powstania Warszawskiego; raczej o gehennie narodu polskiego, którego przywódcy wybrali źle, a konsekwencje spadły na ten naród właśnie. Zychowicz wskazuje, że Polska była największym przegranym II wojny światowej, straciliśmy połowę dawnego terytorium i 6 milionów ludzi, straciliśmy niepodległość na długie dekady, ducha polskości, a na ostatku honor, którym tak szermował Beck w słynnym przemówieniu. Konsekwencje przegranej w strasznym rozmiarze wojny odczuwamy do dziś. Tak więc zanim Zychowicz przechodzi do Powstania, najpierw zajmuje się sytuacją Polski po wrześniu ’39. Politykę polską tego okresu widzi jako jedno pasmo błędów. Przede wszystkim nie należało walczyć z Niemcami, póki byli zaangażowani na wschodzie. Armia podziemna powinna zająć się tym, co było istotne z polskiego punktu widzenia: niszczeniem partyzantki sowieckiej i komunistycznej, a także UPA – być może wtedy nie doszłoby do tragedii wołyńskiej. Z Niemcami i Sowietami i tak byśmy nie wygrali. Im bliżej Polski znajdowały się armie sowieckie, tym mniej istotne były zmagania z Niemcami. Dwaj wrogowie zamieniali się w jednego...
Zimno, głodno, do domu daleko

Stefan Waydenfeld:  Droga lodowa. Od zesłania do wolności – odyseja Polaków

Zimno, głodno, do domu daleko

Wspomnienia Stefana  Waydenfelda z dwuletniej zsyłki na północ Związku Sowieckiego należą do najlepszych, jakie czytałem. Napisane u schyłku życia dla czytelnika angielskiego, po polsku oddane świetnym, potoczystym językiem, zawierają prawdę o Sowietach lat 1940 – 1942, zrelacjonowaną przez naocznego świadka i uczestnika opisywanych wydarzeń. W nocy z 29 na 30 czerwca 1940, kiedy zjawiła się po nich trojka zbrojnych, Stefan skończył 14 lat. Załadowano ich do pociągu z informacją, że jadą do Warszawy (ubiegali się o przesiedlenie do Polski, woląc egzystować pod Hitlerem); rano okazało się, że słońce wstaje z niewłaściwej strony. Wylądowali ostatecznie nad rzeką Uftiugą, dopływem Dźwiny Północnej, uchodzącej do Morza Białego w rejonie Archangielska. W porównaniu z innymi tego typu historiami można odnieść wrażenie, że trzyosobowej rodzinie Wajdenfeldów powiodło się nieźle: trafili na względnie łagodny reżim, ojciec Władysław był lekarzem, co swoje znaczenie miało, udało im się zabrać dokumenty i 100 dolarów zamienionych przezornie na ruble (równowartość 35 tys. rubli). Ale i tak trzeba było walczyć o przeżycie biologiczne – nie wszystkim wywiezionym z nimi Polakom to się udało. Droga lodowa – tytuł metaforycznie ujmuje los, który ich spotkał – była kilkunastokilometrowym szlakiem utorowanym w śniegach, przeznaczonym do zwózki pni na saniach. W celu utrzymania przejezdności trzeba było co noc polewać tory wodą na całej długości, by nie zasypał ich śnieg. Mordercza praca, trwająca po 16 godzin bez przerwy, zaczynała się od wybicia przerębli w grubym na metr lodzie. Gdy inni smacznie spali we względnym cieple baraków, grupa Stefana przez całą noc utrzymywała lodową drogę w stanie zdatnym do transportu. Książka opisuje nie tylko łagrowe warunki bytowania i pracy – choć miejsce, do którego dotarli, łagrem...
Strona 1 z 3123