Klejnoty i badziewie



Tytuł
Kroki w nieznane 2012. Almanach fantastyki
 
Autor
Mirek Obarski (red.)


Wydawca
Solaris 2012

Cena wydawnictwa
57,99
Klejnoty i badziewie
 

Przeczytałem w całości tom z kontynuowanej serii „Kroków w nieznane”, zawierających wybór najlepszych opowiadań, z jakimi selekcjoner zetknął się w ciągu ostatniego roku. Jest to kontynuacja sześcioksięgu, jaki pod tym samym tytułem wydawał w latach 70. ubiegłego wieku Lech Jęczmyk, ale porównywanie tamtych i tych nie ma sensu: inne czasy, inne teksty, inna wrażliwość czytelników. A jednak czuję się w prawie podzielić opowiadania wchodzące w skład niniejszego tomu na świetne i słabe, czyli takie, które bym wielbił i takie, które niczego we mnie nie poruszyły.

Bezwzględnie najlepszym opowiadaniem z „Kroków 2012” wydaje mi się „Steam Girl” Dylana Horrocksa – o młodych ludziach, zagubionych w rzeczywistości, którym wydaje się, że nie pasują do tego świata. Tytułowa Steam Girl została zdegradowana z funkcji pięknej księżniczki w innym wymiarze i zesłana na Ziemię, gdzie jest zwykłą, niespecjalnie urodziwą dziewoją. Magiczne gadżety, które przywiozła ze sobą, nie działają, sprawiają wręcz żałosne wrażenie, a opowieści pannicy o świetlanej przeszłości wyglądają na wyssane z palca. Do czasu wszelako. Steam Girl marzy o odzyskaniu swego statusu i dziedzictwa – znienacka otwiera się do tego droga.

Zarazem jest to opowiadanie metagatunkowe – o tym, jak nędzna SF jest w stanie odmienić ludzkie życie, nadać mu trochę pozłoty. Czytelnik sam czuje się ową Steam Girl, to on sam tęskni do spraw większych, szuka ucieczki od szarej a skrzeczącej rzeczywistości – i znajduje ją w tych wydumiskach. Teksty, w których udaje się ożenić dobrą historię z jakimś szerszym znaczeniem, zdarzają się w SF rzadko i jako takie zasługują na uwagę.

Dobre są ponadto „Żywiciele” Aleksandra Zołotko oraz „Orzeł adacki” Bradleya Dentona. Pierwsze rysuje rzeczywistość po jakimś mało sprecyzowanym kataklizmie, w wyniku którego ludzie, chcąc przetrwać,  chwytają się ostateczności. Jest to tekst, do którego wraca się po lekturze myślami, rozpatrując niesamowitości, które opiewa autor. Z kolei ów „Orzeł” (odwołujący się tytułem do „Sokoła maltańskiego” Dashiella Hammetta) przedstawia dzieje pewnego śledztwa w pewnej sprawie, ale czyni to w sposób właściwy dobrej literaturze, bez słabizn i mielizn, sprawnie, jak to zwykli czynić klasycy czarnego kryminału. Trochę mi wadziło, że element fantastyczny jest tu ledwo zaznaczony, pretekstowy jakby, lecz dawno wyrosłem z gustu, który domagał się jak najwięcej rakiet i antymaterii. Do literatury odwołuje się też „Przypadek śmierci i miodu” Neila Gaimana, opiewający pewien epizod z życia Sherlocka Holmesa, ale chociaż czyta się to bez bólu, nie jest to największe osiągnięcie autora „Amerykańskich bogów”.

O „Kochanku doskonałym” Dana Simmonsa myślę sobie tak: opowiadanie jak ów kochanek – doskonałe, ale nie do tej antologii. Opisy epizodów z I wojny światowej znakomite i wstrząsające, tak to było, Anglicy poświęcili tam kwiat swojej młodzieży i inteligencji. Ale potraktowanie spotkań mentalnych bohatera ze Śmiercią uosabianą przez piękną kobietę, z którą bohater zadaje się erotycznie, to za mało by nadać „Kochankowi doskonałemu” choćby pozór fantastyczności. Gdyby tak było, jako fantastykę traktowalibyśmy choćby „Śmierć po południu” Hemingwaya, gdzie jak wiadomo narrator rozmawia co jakiś czas ze starą panią, będącą śmiercią we własnej osobie. A czy rozmawia, czy się z nią kładzie do łóżka, to bez różnicy, gdyż wszystko rozgrywa się wewnątrz ludzkiego umysłu, a to żadna fantastyka przeważnie nie jest. No ale gdyby nie „Kroki w nieznane”, prawdopodobnie nigdy bym tego opowiadania nie przeczytał, więc pomieszczenie go tutaj wychodzi na rzecz korzystną.

Z pozostałych zdegustowało mnie „Otwórz oczy” Paula Jessupa, zajmujące pod setkę stron w tomie, a pozbawione jakiejkolwiek wartości. Pisane w myśl zasady „cel niczym, ruch wszystkim”, należy do prozy, którą nazywam scenograficzną. Ważne są tam wnętrza, sytuacje, opisy scen, ale sumarycznie nic z tego nie wynika i autor do niczego czytelnika nie prowadzi, bo albo nie umie, albo uważa, że nie jest to jego psi obowiązek. Le Guin wydała mi się nudna, „Wrzawa śmiertelnych” Shearmana po prostu głupia, a „Lotnik i dziewczyna” Onojko, „Automatyczna Niania Dacy’ego” Chianga i „Dołącz, całuj, leć” Church tak dalece pozostawiły mnie obojętnym, że nawet nie bardzo pamiętam, o co tam szło.

Wychodzi na to, że alamanach 2012 w połowie składa się z rzeczy szlachetnych, a w połowie z badziewia niespecjalnie godnego lektury. Jak wszystko na tym świecie.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris