Partenon z książek

Partenon z książek

Późno dowiedziałem się o tej sprawie, więc późno też o niej piszę, ale nic to, liczy się powód. Oto w 2017 roku w Kassel w Niemczech zbudowano kopię greckiego Partenonu. Nie była to jednak budowla z cegły ani marmuru, tylko z drutu, tak uplecionego, aby dało się weń powkładać książki. Nie chodziło przy tym o byle jakie książki, tylko takie, które gdzieś, kiedyś zostały zakazane.

Topór w stopie

Topór w stopie

Od nowego roku wizg pił unosi się nad Polską, a drzewa są walone z jakąś niepojętą zaciekłością, by nie rzec: z furią. Nowelizacja głupiego prawa niewiele zmieniła, co najwyżej więcej kopert pójdzie pod stołem za zezwolenia na wycinkę wydawane przez gminy. Drzewa zostały potraktowane jak najgorszy wróg.

Matka

Matka

Przyjechałem na jej wezwanie 4 grudnia. Już wcześniej, w listopadzie, było wiadomo, że zdrowie matki szwankuje. Pojechaliśmy wtedy do lekarki, zrobiliśmy badania. Wyniki są dobre jak na ten wiek, powiedziała lekarka. Matka miała skończone 90 lat.

Higiena jamy mózgowej

Higiena jamy mózgowej

Latorośl moja Berenika skończy niebawem 10 lat. Nie chcę powiedzieć, że czytać razem zaczęliśmy drugiego dnia po jej przyjściu na świat; w każdym razie stało się to dość wcześnie. Nie przejmowałem się, czy rozumie, o czym czytamy, bo odpowiada mi pogląd, że małe dziecko słucha najpierw melodii języka, a dopiero później łapie sens. Czytaliśmy nie na czas, ale do końca rozdziału albo do momentu, kiedy jej uwaga zaczynała odjeżdżać i małe oczka kleił sen – bo działo się to głównie wieczorami, przed spaniem. Tak zostało po dziś dzień, przy czym czytania są teraz dwa: jak ja odwalę swoje, matka zaczyna drugą turę po angielsku.

Konwicki  i  Wnuk-Lipiński

Konwicki i Wnuk-Lipiński

Niewiele łączyło tych dwóch robotników pióra oprócz tego, że zmarli mniej więcej w tym samym czasie, krótko po Nowym Roku 2015. Może także wspólny był im sposób obrazowania niektórych swoich pomysłów, gdy sięgali po motywy z fantastyki. Trylogia Apostezjonu i „Mała apokalipsa” pochodzą z tej samej parafii.

Feuerbach w lesie

Za oknem zima niemrawo próbuje sobie przypomnieć o swych powinnościach, a ja chciałbym opowiedzieć o pewnym zdarzeniu z wakacji. Chodząc z pociechą po lesie w okolicy miejscowości Zenonów, parę kilometrów za Wołominem, stanęliśmy nagle jak wryci. Oto na samym środku leśnej drogi, prosto w cuchnące błoto, bo niedawno padały obfite deszcze, ktoś wysypał tak na oko furmankę książek. Były to wydania z końca lat 50. i dalej, porządne w swoim czasie tomiszcza oprawne w płótno i szyte. Poddane destrukcyjnemu działaniu czynników atmosferycznych napuchły od wilgoci, okładki powyginały się we wszystkie strony, klejenia gdzieniegdzie puściły… Jakiś fanatyk mógłby próbować je ratować, ale ciężko o kogoś takiego w lesie. Cały ładunek musiał leżeć w tym miejscu przez jakiś czas i wydawał się nieodwołalnie zniszczony. Sięgnąłem po pierwszy z brzegu tom; były to akurat pisma Feuerbacha na niezłym papierze, który mógłby wytrzymać jeszcze niejedną dekadę. Sporo leżało na stercie filozofów z różnych szkół, trochę klasyki polskiej i obcej – słowem książki, z których większość wzięłaby z pocałowaniem ręki każda bibliotekarka. Nie pochodziły ze zlikwidowanej gdzieś w pobliżu biblioteki, bo nie miały stempli ani numerów, z całą więc pewnością należały do zbiorów prywatnych. Wyobraziłem sobie oświeconego gospodarza, jak wieczorami, po robocie w obejściu, usiłuje mimo klejących się powiek czytać owego Feuerbacha, w którym zagustował nie wiedzieć dlaczego. Że ma za sobą etażerkę z książkami i od czasu do czasu sięga do niej po jakiś tytuł. Żona utyskuje, żeby się opamiętał i nie tracił czasu na głupoty, ale on zawsze lubił książki, wydawały mu się przepustką do lepszego, jaśniejszego świata. Jemu się nie udało tam dostać, ale może któryś z synów zdoła dzięki nim...
Strona 1 z 41234