Koniec zabawy



Tytuł
Wada ukryta
 
Autor
Thomas Pynchon

Tłumaczenie
Andrzej Szulc

Wydawca
Albatros 2015

Koniec zabawy
 

Gdyby powieść Pynchona „Wada ukryta” ukazała się za komunizmu, gazety piałyby z zachwytu, jak bezlitośnie autor obnażył oblicze społeczeństwa kapitalistycznego i jego zgubne nawyki. Ale ponieważ książka powstała w roku 2009, to choć dotyczy samego początku lat 70. XX wieku, przykładamy do niej inne miary. Owszem, jest Kalifornia, ćpuny, skręty i okazjonalny seks, jest wizja rozbawionej, oszołomionej zbiorowości ludzkiej – ale jest też diagnoza końca epoki hipisów i wskazanie pewnych bardzo niepokojących elementów, które się wtedy zrodziły.

Formalnie powieść jest kryminałem albo go udaje: w swoim biurze prywatny detektyw przyjmuje zlecenie na odnalezienie zaginionego. Tak mógłby się zaczynać czarny kryminał Chandlera albo Hammetta, z ta różnicą, że Philip Marlowe czy Samuel Spade oszałamiali się w klasyczny sposób, tzn. gorzałką. U Pynchona sprawy poszły pod tym względem dalej, gdyż w robocie są ustawicznie mieszanki ziołowe, których palenie powoduje pływanie świadomości, omamy itp. Palą tu wszyscy, a zdania typu „Zacna trawa, człowieku” należą do typowych form rozpoczynania rozmowy. Detektyw, którego umysł powinien pracować jak piorun, aby płatać ciemności okrywające tajemnicę czyjegoś zgonu czy zniknięcia, tu jest programowo na straconej pozycji. Doc Sportello nie idzie po nitce do kłębka, tylko jest przerzucany z miejsca na miejsce kolejnymi spazmami rzeczywistości.

Pod tą kryminalną warstwą i akcją kryją się rzeczy istotniejsze. Oto dorośli bawią się jak dzieci (kwiaty?), trwa nieustanny karnawał, odpust, juwenalia. Rządzący Ameryką przyglądają się temu z pewnym zdumieniem, po czym postanawiają położyć na tym rozdokazywaniu swą ciężką rękę. Pretekstu dostarcza mord na gościach Romana Polańskiego w wykonaniu bandy Mansona. Odtąd hipisi to nie tylko nieszkodliwi, odurzeni jegomoście; to krwawi i okrutni mordercy, których trzeba eliminować ze społeczeństwa. Pynchon opisuje więc koniec epoki rozchełstania i początek stosowania na szeroką skalę inwigilacji, co zbiega się z rozmontowaniem ruchu hipisowskiego. Internet występuje tu w swoich pierwocinach i ktoś przewidujący zapowiada, że wolność, jaką nowe medium daje, będzie rychło ograniczona.

Te bardzo skromne początki Internetu, który właśnie wypączkował z sieci uniwersyteckiej Arpanet, są jakby przestrogą, z jak nikłych ziaren mogą się zrodzić wszechpotężne skutki. Na razie detektyw Sportello korzysta z Arpanetu poszukując wieści o ludziach czy instytucjach i nawet w tak zaczątkowej formie jest to skuteczna broń. Czad w umyśle można rekompensować (częściowo) dostępem do reglamentowanych informacji.

W recenzjach „Wady ukrytej”, jakie czytałem, pewien wątek – kluczowy – został kompletnie pominięty. Prawdziwi władcy tego społeczeństwa są usytuowani tak wysoko, że nawet nie pojawiają się w powieści – z jednym może wyjątkiem właściciela klubu nocnego, który w imieniu swych mocodawców negocjuje z detektywem Sportello zwrot 20 kilo heroiny. Ludzie ci likwidują niewygodnych dla siebie gości, innych zaś po cichu biorą w jasyr, urządzają im pranie mózgu itp. Pynchon opisuje zatem zmagania między sługami tych ludzi a nieświadomymi naiwniakami, którzy wchodzą im w drogę i jeszcze mają mózgi zdefasonowane opiatami. Cała książka utopiona jest w psychodelicznej atmosferze, a do celniejszych uwag policjanta Wielkiej Stopy należą te o pamięci podziurawionej przez dragi (gdy kto nie może sobie przypomnieć różnych rzeczy istotnych dla śledztwa).

Wada ukryta cywilizacji – co nią jest? Tu każdy musi sobie odpowiedzieć samodzielnie. Pynchon nie daje jednoznacznej wykładni, z obrazu, który przedstawia, można wyciągać rozmaite wnioski. Czytelnik czuje intuicyjnie, że autor nie przypadkiem wraca do hipisów – coś podobnego dzieje się i z nami dzisiejszymi, tylko że „bardziej” i w skali globalnej. Moim zdaniem najlepiej pasuje tu porzucanie przez ludzkość resztek zasad i racjonalizmu, a w konsekwencji brnięcie przez nią w szaleństwo. Na początku lat 70. dopiero w nie wchodziliśmy; dziś tkwimy w nim po same uszy.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris