Nóż personalny

Paolo Bacigalupi:  Wodny nóż

Nóż personalny

Nowa powieść Bacigalupiego to nie SF, tylko kryminał bądź sensacja w anturażu przyszłościowym. W warstwie fabularnej przypomina film / powieść „Sokół maltański”, gdzie poszukuje się tytułowej statuetki. Kto ją zdobędzie, ten wygrał.

Przeciek w sekcji szóstej

Graham Greene:  Czynnik ludzki

Przeciek w sekcji szóstej

Greene z pewnością nie goni za sensacją, nie koncentruje się na niej; przeciwnie – jakby pisał powieść antyszpiegowską, w której człowiek staje się szpiegiem z musu, pod naciskiem okoliczności życiowych i zawieranych w życiu koalicji.

Koniec zabawy

Thomas Pynchon:  Wada ukryta

Koniec zabawy

Formalnie powieść jest kryminałem albo go udaje: w swoim biurze prywatny detektyw przyjmuje zlecenie na odnalezienie zaginionego. Tak mógłby się zaczynać czarny kryminał Chandlera albo Hammetta, z ta różnicą, że Philip Marlowe czy Samuel Spade oszałamiali się w klasyczny sposób, tzn. gorzałką.

Anglicy z Hitlerem

C.J. Sansom:  Papierowe imperium

Anglicy z Hitlerem

Jest kraj, gdzie opłaca się rzucić zawód prawnika i zająć pisaniem powieści – to Wielka Brytania. Nieznany mi bliżej C.J. Sansom najpierw obronił doktorat z historii (to jaki był z niego prawnik z takimi papierami?), na końcu zaś wylądował w literaturze. Pisze głównie powieści historyczne, bo na tym się zna, ale przechylone w stronę kryminału. „Papierowe imperium” jest jego wycieczką na teren historii alternatywnej, inspirowaną słynnym „Vaterlandem”, najlepszej jego zdaniem powieści z tego gatunku. Sytuacja z „Papierowego imperium” przypomina tę z „Vaterlandu”: jest rok 1952, Wyspy Brytyjskie znajdują się pod protektoratem niemieckim w wyniku podpisanego w 1940 roku traktatu pokojowego. Anglia niby pozostaje krajem suwerennym, lecz to jeno pozór; Niemcy mają przemożny wpływ na politykę i polityków, z roku na rok dumny Albion faszyzuje się. Na linii Wołgi trwa mordercza wojna, w której zginęło 5 milionów Niemców i 30 milionów Sowietów (Sansom zna rzeczywistą proporcję: za jednego żołnierza niemieckiego Sowieci płacili w II wojnie sześcioma swoimi). Francja jest podobnie zwasalizowana, Ameryka pozostaje neutralna. Gdzieś w tle walczy ruch oporu pod wodzą sędziwego Churchilla. Zwrotnica, na której historia skręciła w inną stronę, to u Sansoma wieczór 9 maja 1940 roku, kiedy odbywa się posiedzenie rządu na Downing Street. W naszej rzeczywistości premierem został Churchill i opowiedział się za wojną z Niemcami; u Sansoma rządy przejmuje ugodowy lord Halifax – jego celem jest uniknięcie konfrontacji zbrojnej. Stąd ów traktat pokojowy i wielka ambasada Niemiec w Londynie, która de facto rządzi Anglią jak u nas ambasada sowiecka za komunizmu nie przymierzając. Na pierwszym planie mamy sensacyjną historię szpiegowską, ruch oporu w działaniu, ucieczki i pościgi, a nawet wieści o bombie atomowej, którą...
Bój o ocalenie świata

Terry Hayes:  Pielgrzym

Bój o ocalenie świata

Będący debiutem scenarzysty Terry’ego Hayesa „Pielgrzym” zasłużenie zażywa światowej sławy. Uznana za bestseller w wielu krajach prawie 800-stronicowa powieść ma wszelkie walory thrillera i na pewno zostanie sfilmowana. Niezależnie od tego jest świetną powieścią o cywilizacji doby obecnej.

Inteligent z wytrychem

Beata i Eugeniusz Dębscy:  Dwudziesta trzecia

Inteligent z wytrychem

Nie znam całej obfitej twórczości Eugeniusza Dębskiego – 30 powieści i 100 opowiadań – ale zdaje mi się, że to pierwszy kryminał w jego wykonaniu, co prawda w koprodukcji z żoną Beatą. Byłem go więc solidnie ciekaw, nie dla zawartych w nim prawd, tylko dla powodów opuszczenia przez autora fantastycznych rewirów – te powody spodziewałem się w toku śledztwa wykryć. Atoli przy lekturze przestało mieć znaczenie, dlaczego Dębski zapragnął wypowiedzieć się w tej formie, z głębokich potrzeb duszy czy dla pieniędzy. Powieść, może dzięki wsparciu żony, wyszła mu zgrabnie, wszelkie rudymenty gatunku są w niej zachowane. Samotny, niezamożny śledczy analizujący na zlecenie świeżą zbrodnię i tropiący zbrodniarza, ciekawa intryga, znajomość potrzebnych do jej opowiedzenia detali. Bardzo podobały mi się scenki „z Polski”, zwłaszcza dialogi w prowincjonalnym Dobromierzu. Do tego trochę celnych obserwacji z tzw. rzeczywistości, poczynionych gdy bohater realizuje swe zadania. To tło, dbałość o jego fakturę, jest cechą najlepszych – czasem zdaje mi się, że ciekawszy bywa w kryminałach obraz prowincjonalnej Ameryki niż to, kto, jak i kogo pozbawił życia. Winkler, samotnik wyrzucony z policji, bo porwał się na szarganie za wysoko postawionych person, robi tu za jedynego sprawiedliwego na oceanie bezprawia i bylejakości moralnej. Potem okazuje się, że nie jest tak źle, ktoś naszemu szeryfowi pomaga. Żyje skromnie, ima się dziwnych zajęć, na przykładzie jego rodziny widzimy, jak zdziadziała inteligencja po tzw. odzyskaniu niepodległości. Braki finansowe są na porządku dziennym, ale za to życie duchowe i maniery – ho, ho! Winkler z równą biegłością posługuje się sztućcami w wytwornej restauracji co wytrychami podczas nocnych eskapad. Tylko czemu babcia z wnuczkiem przeklinają niczym ministrowie Tuska? Dla większej ekspresji?...
Strona 1 z 212