Marek S. Huberath: Portal zdobiony posągami

Marek S. Huberath: Portal zdobiony posągami

Moje życie to jest poznawanie, ale nigdy nie mam pewności, że udało mi się wyśledzić prawdę. Miałem raz wrażenie, że wiem coś na pewno, gdy czytałem pracę magisterską, analizującą motywy teologiczne w mojej twórczości. Wiedziałem, do czego autorka zmierza i byłem w stanie zobaczyć drogę naukowca. Część rzeczy rozwiązała, trochę przegapiła, w części się pomyliła. Jednak pełny szacunek dla metody, dla sposobów działania, dla skuteczności. Tylko raz w życiu wiedziałem, jak jest na pewno… (śmiech)

To bardzo mi pochlebia – całe życie oddane nauce… Nauka wymaga też pokory, to Newton powiedział, że wydaje mu się, że jest dzieckiem bawiącym się kamyczkami nad brzegiem wielkiego oceanu. I chyba ujął to trafnie, a on był gigantem.

 

My też [podobnie jak światło] mamy podwójną naturę, to jest bardzo trudne do zmierzenia. Jesteśmy tak dużymi obiektami, że ta druga część naszej natury się nie manifestuje i możemy z ulgą odetchnąć. (śmiech) Żeby powiedzieć coś kontrowersyjnego: każdy z nas jest jedną liczbą. Jeżeli napisze się po kolei wszystkie liczby kwantowe wszystkich elektronów i jąder atomowych, które składają się na twoje ciało, bez odstępów, to z tego powstanie bardzo duża liczba. I ona będzie się zmieniać z każdą chwilą, ale to jest liczba Dorota. Obok siedzi liczba Marek, tam siedzi liczba Ewa.

Jak zapisuje się coś w komputerze, to każda liczba, czyli informacja, ma dwie części: jedna z nich to jest nazwa, a druga to treść. Relacja treści do nazwy jest bardzo podstawowa. W Piśmie Świętym czytamy: „Słowo stało się ciałem”, w zasadzie Słowo jest tym samym, co ciało… Tak naprawdę w komputerze Słowo – to jest adres komórki, a ciało – to jest treść komórki. To są dwa ciągi znaków, w zasadzie równej wielkości. I to jest tajemnicze, jeśli na to spojrzeć w taki sposób… relacja nazwy do przedmiotu. Nazwa jest tak samo ważna.

 

Głównym błędem teologów jest przypisywanie Bogu kategorii czasu. Nie wydaje Ci się, że istnieje sprzeczność w tym, jak Jezus powiedział do Kosmy: „Dziś ze mną będziesz w Raju”, kiedy obaj umierali na krzyżu? A przecież skoro nasz świat ciągle się dzieje i do Sądu Ostatecznego jeszcze kupa czasu, to Kosma miał jakąś skrótową drogę? Jak to jest: skoro twoje życie biegnie, a Bóg już wie, czy zostaniesz zbawiona, czy potępiona? To znaczy, że Bóg już wie, do czego jesteś przeznaczona?

Jeśli czas rządzi Bogiem, to znaczy też, że istnieje dystans czasowy między wejściem Jezusa do nieba a Sądem Ostatecznym, więc słowa skierowane do Kosmy nie mogą być prawdą. A to znaczy, że czas jest bogiem. Faktycznie, czas – mówiąc językiem Arystotelesa – jest kategorią, która dotyczy nas, ale Bóg jest pozaczasowy. Czym jest świat w Jego oczach? Próbowałem to opisać w „Miastach pod Skałą”. Można sobie wyobrazić, że świat zanurzony w czasie to „samorzeźbiąca się rzeźba”, a ty jesteś dłutem Bożym, które go rzeźbi. 

 

W „Portalu zdobionym posągami” każdy ma imię fałszywe, które zna każdy i prawdziwe, które stara się odkryć, rozwiązując tajemnicę miejsca i scenerii, w której przebywa. W życiu tak jest, że czasami nie ujawnia się swoich imion prawdziwych, a posługuje się fałszywymi. Nawet tutaj gdzie rozmawiamy, na konwencie, ludzie często posługują się przydomkiem zamiast swoim imieniem… Człowiek może odejść od swojego imienia i wrócić do swojego imienia, wyjeżdżając na konwent, a potem z niego wracając do domu. Na przykład w „Miastach pod Skałą” Adams daleko odszedł od swojego imienia. Jego imię jest szczególne, ale tak może się zdarzyć w przypadku wielu: ktoś emigruje, może jest Polakiem ze Śląska i jedzie na zachód Europy, a tam dają mu imię Jan Polak. Przynosi swoje imię ze sobą, ale dostał też nowe imię, bo u siebie nazywał się Kowalski czy jakoś inaczej. Izabela Zinsendorf jest postacią prawdziwą, leży w mogiliarzu klasztoru kapucynów. Tuż obok niej leży Eleonora Katulja, najlepiej zachowana mumia. Izabela była teściową Eleonory. A przez przypadek w miejscu, gdzie żyła święta Krystyna zdarzyła się taka sama paralela rodzinna. Mianowicie były dwie panie: Izabella Monaldeschi della Cervara i Eleonora Monaldeschi della Cervara. I też jedna była teściową drugiej. Trafiłem na idealną zgodność.

 

Trudno jest pisać o niebie. Próbowałem, starałem się właśnie jakoś zapisywać, jak ja to sobie wyobrażam: nie jakie jest, bo nie wiadomo, ale właśnie jak je sobie wyobrażam.

Nieskończona rozległość, bogactwo wrażeń, rozmach to cechy nieba. A poza tym współczesne postrzeganie Boga prawdopodobnie będzie się bardzo różnić od tego, jak będzie On postrzegany za tysiąc lat. Takie ujęcie wydaje mi się lepszym przybliżeniem, bo On zawsze będzie lepszy, potężniejszy, i tutaj brakuje określeń, niż sobie wyobrazimy. Dlatego też bohaterowie penetrują niebo, poznają je zaciekawieni. Ostatnie słowa książki to ukłon w stronę C.S. Lewisa: „Im dalej w głąb, tym dalej wzwyż”; obojętnie jak daleko tam wejdziesz, ciągle ci się wydaje, że stoisz na progu. To próba zrozumienia, jak może wyglądać niebo. Na ogół się narzeka, że piekło tak fajnie wychodzi w literaturze, a niebo jest takie beznadziejne: stoją, śpiewają i co z tego? Próbowałem stworzyć model, żeby można było wyobrazić sobie coś fenomenalnego, bogatego, rozsadzającego. To nie jest tak, że niebo tak wygląda, natomiast ja podsuwam model, jak można by sobie je wyobrażać.

 

Dla mnie to tajemnica pisarska, dlaczego jeden pomysł tak owocuje, że powstanie tekst na tysiąc stron, a trzydzieści innych, wydaje się równie dobrych pomysłów, gdzieś się rozchodzi… Spójrzmy, jak pisałem „Vatrana Auraio”. Napisałem dziesięć czy dwadzieścia stron i to stanowiło pierwsze rozdziały. Odłożyłem tekst na długi czas, w międzyczasie skończyłem pisać „Miasta pod Skałą” i wróciłem do niego, bo zorientowałem się, że nie będzie to opowiadanie, ale książka. I zrobił się utwór na czterysta stron. Część pomysłów przyszła później, pojawił się tam również sen mojej żony, który mi opowiedziała i potem o nim zapomniała, a ja go wykorzystałem, pisząc o rozmnażaniu się pośmiertnym…

 

Staram się nie czytać fantastyki, choć czasem muszę, jak koledzy coś napiszą… (śmiech) Natomiast czytam bardzo dużo książek źródłowych. Parę dni temu skończyłem Plan rasy panów Heather Pringle. To jest rzecz o ośrodku badawczym Ahnenerbe, czyli instytucji hitlerowskiej SS i Himlera dla tworzenia nauki nazistowskiej. Pringle zbyt pobieżnie przedstawia sprawy powszechniej znane o ich działalności, ale jej książka ma też zalety. Opisuje całokształt działalności i mówi o rzeczach, których nie znalazłem w innych opracowaniach, na przykład o kolekcji szkieletów czy o obrabowaniu muzeów polskich w 1939 r. dla tworzenia muzeum nauki aryjskiej. Teraz czytam książkę Alana Bernsteina Jak powstało piekło, to pozycja religioznawcza.

 

Fragmenty wywiadu Doroty Kuśmirek-Wrzos, który ukazał się pierwotnie na portalu www.fantasta.pl

Za zezwoleniem obojga rozmówców

 

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris