Brzechwa wspaniały, Brzechwa lichy



Tytuł
Brzechwa nie dla dzieci
 
Autor
Mariusz Urbanek


Wydawca
Iskry 2013

Cena wydawnictwa
44,90 zł
Brzechwa wspaniały, Brzechwa lichy
 

W powszechnym mniemaniu Jan Brzechwa kojarzy się z bajkami dla dzieci, i słusznie – jeden Tuwim, z którym często go mylono, potrafił wznieść tego rodzaju twórczość na podobny poziom. Ale mało kto wie, że przez całe swe artystyczne życie Brzechwa żywił kompleks niespełnienia i drugorzędności. Tak naprawdę chciał być lirykiem porównywalnym może nie od razu z Mickiewiczem, ale przynajmniej ze swym kuzynem Leśmianem. Dowiadujemy się tego z biografii Mariusza Urbanka, poświęconej właśnie autorowi „Kaczki dziwaczki”.

Brzechwa, mniej od Leśmiana zdolny, jeśli sądzić po wierszach „dla dorosłych”, albo raczej obdarzony innym rodzajem wrażliwości, przez całe życie artystyczne próbował zasłużyć na miano prawdziwego poety. Twórczość dla dzieci wydawała mu się poślednim zajęciem, jeśli nie wręcz marnowaniem talentu poetyckiego. Tak to jest, kiedy ktoś, niezadowolony z tego, co mu Pan Bóg dał, tęskni do tego, co otrzymali inni, bo wydaje mu się wartościowsze. Może zresztą i lepiej, że był to talent mniejszy, bo mniej się zmarnował, gdy go Brzechwa wprzągł w służbę socrealizmu i stalinizmu.

Dopiero w takiej biografii, gdzie wszystko jest porządnie zestawione, widać upaskudzenie się Brzechwy w opiewanie Stalina, planu 6-letniego, stonki rozsiewanej u nas przez imperialistów i czego tam jeszcze okoliczności wymagały. Najbardziej wstrząsające dla czytelnika jest bodaj to, że poeta nie grymasił, nie skarżył się, tylko siadał do pisania i pisał jak trzeba. Słynna herbertowska „potęga smaku” nie powstrzymywała tej produkcji – a przecież trudno podejrzewać, żeby jej nie miał, świadczy o tym zbyt wiele czynników. Brzechwa był dowcipny, inteligentny, miewał mordercze bonmoty, jak wtedy, gdy wspominał, że w Polsce satyryków można policzyć na palcach dwóch rąk i jednej nogi. „O tej nodze wspominam ze względu na poziom”, zaznaczył.

Należy więc przyjąć, że bohater biografii Urbanka z rozmysłem realizował przyjętą strategię, by służyć władzy w zamian za beneficja: większe mieszkanie, apanaże, wydania książek. Możliwe też, że uważał, iż mając za sobą przedwojenne gloryfikowanie marszałka Piłsudskiego powinien szczególnie uważać, nie buntować się ani nie grymasić, bo i tak jest na cenzurowanym. Jego oddanie socrealistycznej muzie byłoby w takim razie spłacaniem trybutu za należenie do kasty artystów uprzywilejowanych, którzy każdego dnia muszą udowadniać swą przydatność,  bo na ich miejsce czyhają inni.

W biografii wszyscy zgodnie podkreślają, że był Brzechwa dobrym człowiekiem, dalekim od zawiści, uczynnym, chodzącym za sprawami zwykłych ludzi. Wielu z nich pomógł nie z wyrachowania, a z dobrego serca. Gdy było wolno, pisał na fali Października tekst „Ludzie łakną prawdy”, ale już parę lat później wraz z innymi odcinał się od słynnego listu 34. Szedł więc na rękę partii i władzy, jak wtedy po wojnie, gdy stoczył wierszowaną polemikę z Hemarem na temat, co i jak należałoby pisać.

Był więc Brzechwa i wspaniały w swym postępowaniu, i lichy, co książka Mariusza Urbanka uczciwie pokazuje. O małości Brzechwy niech świadczy skarga, którą wystosował do czynników, że pięć wydawnictw krajowych odrzuciło jego tom felietonów, podczas gdy innym takie tomy wydaje się w najlepsze. Można odnieść wrażenie, że miał Brzechwa osobowość lizusa, skarżypyty i prymusa zarazem; że jego postępowanie chwilami mocno podszyte jest infantylizmem. Może dlatego świetnie wychodziły mu wiersze i bajki dla dzieci – ale jakże byłoby miło, gdyby stworzył je ktoś mniej umizgujący się do Bieruta, Stalina i siermięgi komunistycznej w krajowym wydaniu.

Twórczość biograficzna Urbanka interesuje mnie od pewnego czasu jako dobrze robiona literatura, wypełniająca lukę w naszym piśmiennictwie. Urbanek dostrzegł, że o pewnych nazwiskach należy już pisać biografie i uczynił to głównym motywem swej twórczości. Pracom tym niepodobna niczego zarzucić, od dokumentowania materiału po sprawne spisanie dziejów życiowych bohaterów żywym językiem. Urbanek unika jakże częstego wśród biografów grzechu, że to biograf stoi na pierwszym planie, a biografowany trzyma się stosownie z tyłu. Te walory Urbankowej twórczości widać i w „Brzechwie nie dla dzieci”, gdzie autor „Kłótni rzek” został ukazany w całej swojej glorii i w całej nędzy – czyli prawdziwie.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris