Ziarna zmian

Mark Stevenson:  Co nas czeka? Krótki przewodnik po przyszłości

Ziarna zmian

Pod szyldem przewidywania przyszłości książka pokazuje technologie i naukowców, którzy mogą wywrzeć znaczny wpływ na kształt cywilizacji jutra. Stevenson, szef firmy konsultingowej, pisarz, myśliciel i komik specjalizujący się w dowcipie naukowym, wybrał jako kluczowe dziedziny przyszłości m.in. genetykę, robotykę, astronautykę i nanotechnologię oraz naukowców jak Chris Church,  Nick Bostrom, Vinton Cerf i Eric Drexler. Wywiady z nimi spisał irytującą manierą „reportażową”; z drugiej strony rzadko mamy okazję poznania tak wybitnych ludzi od strony mniej oficjalnej. Jednym z zagadnień poruszanych przez Stevensona jest transhumanizm – zapowiedź, że będziemy przekraczać własne ograniczenia, i to w skali masowej. Pożyjemy dłużej, a dzięki bionice każdy stanie się jako ten olimpijczyk: będzie lepszy, silniejszy i szybszy. To prowadzi do wizji społeczeństwa dwuczłonowego, skonfliktowanego w kwestii dostępu do tych dobrodziejstw. Z prognozy tej autor wysnuwa wniosek o nieuchronnym powstaniu cywilizacji postludzi, którzy nas zastąpią i albo wymordują, albo łaskawie pozwolą żyć jako reliktom przeszłości Książka ma jednak wydźwięk optymistyczny, nawet wtedy, gdy rozprawia o tak istotnym zagrożeniu jak efekt cieplarniany. Prototypy maszynek wychwytujących węgiel z atmosfery już działają, lepsza organizacja wypasu bydła niweluje skutki suszy w Australii i zubożenie gleby w węgiel, a w wykorzystywaniu energii słonecznej notuje się ciągłe postępy. W takiej sytuacji podwodne obrady rządu Malediwów wypada uznać jedynie za chwyt marketingowy, mający na celu ściągnięcie turystów (Malediwy mają zniknąć pod wodą wskutek przyboru oceanu wywołanego roztopieniem czap biegunowych). Problemy i stanowiące na nie antidotum technologie Stevenson opisuje kompetentnie i zrozumiale, co stanowi bezsprzeczny walor książki. Na plus trzeba mu też zapisać, że jako komik nie nadużywa humoru tam, gdzie byłby on nie na miejscu.   Wiedza i Życie...
Wiek przełomu

Edward Dolnick:  Wielki zegar Wszechświata. Wiek geniuszy i narodziny nowoczesnej nauki

Wiek przełomu

Na okładce Newton jak żywy rozszczepia pryzmatem światło słoneczne, ale w książce jego dokonania z optyki zajmują niewiele miejsca. Dolnick, dziennikarz, pisarz i popularyzator nauki, przedstawia szerzej odkrycie prawa przyciągania ciał oraz rachunku różniczkowego i całkowego. Jednak bohaterem książki nie jest genialny fizyk, a jego epoka, którą autor słusznie uważa za przełomową. To w XVII wieku ukształtowały się podstawy nowoczesnej nauki i przekonanie, że prawa przyrody zapisane są językiem matematyki. Takie książki o historii nauki czyta się z rozkoszą: niby wszystko to wiemy, ale przyjemnie zapoznać się ze szczegółami i atmosferą tamtego czasu. Tę zaś udało się autorowi oddać przekonywająco i sugestywnie. XVII-wieczny Londyn i grasujące po nim kataklizmy w postaci najpierw epidemii dżumy, a potem pożaru, zebrania Royal Society i piękna galeria postaci, które odgrywały kluczową rolę w ówczesnej nauce – to wszystko przydaje książce walorów czytelniczych i dokumentalnych. Świetne są fragmenty o kpinach z owych uczonych – że butelkują powietrze z różnych stron świata i trzymają je zamknięte w piwnicach jak wino, że matematycy jedzą mięso w postaci trójkątów i rombów, a ktoś naśladuje ruchy żaby, nie dla celów praktycznych, tylko dla zgłębienia „spekulatywnego aspektu pływania”. Dobrze oddane zostały konflikty Newtona z Leibnizem o pierwszeństwo odkrycia całek i różniczek, a także z Hooke’m, który uważał się za współodkrywcę prawa grawitacji. Sentencją, że stał na ramionach olbrzymów, Newton nie tylko oddawał chwałę Galileuszowi, Keplerowi i Kartezjuszowi, ale pogrążał Hooke’a, który był garbusem nikczemnej postury. Ocenę książki obniżają mętne wywody, w których raz czy dwa wikła się Dolnick. „Czy stosunek 1,7 cm do 500 cm jest taki sam jak stosunek 1 do 3600, jak przewidział Newton? (…) Te dwa...