Nobel z kretesem

Kulawa feministka Murzynka, najlepiej prawnuczka niewolnika z Zanzibaru, z usposobienia religijnego kapłanka Złego Mzimu, kamienowana za przekonania podczas wizyty w Pakistanie, rytualnie obrzezana jako dziecko, współtwórczyni ideologii Czarnych Sióstr, je tylko kozi ser od kóz, które sama doi. Dwukrotnie zmieniała płeć. Pisze z rana w wieńcu na głowie splecionym z tej samej kolczastej rośliny, z której Kali i Staś wznosili zeriby dla ochrony przed dzikim zwierzem. „Ból, który towarzyszy tworzeniu, winien rezonować w umysłach odbiorców”, powiada w wywiadach – najlepiej więc, by czytelnik jej nielicznych dzieł smagał się w czas lektury rózgami po gołych plecach. Neurotyczka; podczas występów w TV wyłamuje palce. Raz do roku zrzuca habit pokutnicy i w nowojorskich dyskotekach dla lesbijek szaleje do białego rana. Społecznica; optuje za tzw. wczesną eutanazją, stosowaną wobec osieroconych dzieci z Czarnego Lądu, „bo i tak nic dobrego z nich nie wyrośnie”.

Oto idealna kandydatka do Nagrody Nobla, gdzie od lat przestała się liczyć jakość pisarskiego dzieła, a obowiązuje dziwaczny „klucz” – dawno nie dostał Azjata molestowany w dzieciństwie przez wuja, a znowu pasterze z Gwatemali, ryjący strofy patykiem w krowim łajnie domagają się uhonorowania, dwadzieścia lat nie było nikogo kontrowersyjnego, więc dajmy temu Murzynowi, który uczy sztuki recytatorskiej pawiany itp. Maluczko, a takie argumenty będą w jury noblowskim na porządku dziennym. Wartość literatury zeszła na plan dalszy; czytelnicy zapoznający się z dziełami noblistów Le Clezio czy Dario Fo przecierali oczy ze zdumienia.

Krytycy Nagrody Nobla wskazują od lat, jakie to półtoraki literackie dostały ów laur. Kto dziś pamięta nazwiska Pontoppidan, Mommsen (ale nie ten z opowiadania Lema „Terminus”), Spiteller, Eucken, Heidenstam czy Sydenstricker Buck? A nie dostali Tołstoj, Conrad, Czechow, Wells, Bułhakow, Greene, nawet nasz Herbert, żeby nie sięgać za daleko. Borges, wtedy już ślepy, gdy go indagowano, czy spodziewa się Nobla, odpowiedział: – Wydaje mi się, że otrzymałem go tak dawno, że zdążyłem o tym zapomnieć.

U nas wielką chrapkę na NN miał Iwaszkiewicz, podobno emablował w tym kierunku Lundqvista z Akademii Szwedzkiej, ale daremnie. Z drugiej strony jakieś targi zapewne mają miejsce, bo trudno przypuszczać, aby jurorzy zgodnie rozkoszowali się urokami dzieł np. Mo Yana pisanych po chińsku. A przecież jest to proza wysokiej jakości i choćby po lekturze tego, co zostało przetłumaczone na polski, można rzec, że akurat Mo Yan został uhonorowany słusznie. Nie przeszkodziło to w wysuwaniu oskarżeń, że forował go jego tłumacz, by przyrobić finansowo na edycjach nowo kreowanego noblisty. Tłumacz ów niedługo zresztą cieszyłby się z profitów, jako że ma lat 88.

Mo Yanowi zaraz zarzucono, że w młodości wysługiwał się reżimowi Mao Tse Tunga. Hm, spróbowałby się nie wysługiwać. Chciałbym, aby jego krytycy znaleźli się w identycznych okolicznościach – jak by się zachowali? Inna sprawa, że flirt z komunizmem czy wiersz o Stalinie żadną przeszkodą do Nobla nie są, jak tego doświadczyła nasza Szymborska. Chciałoby się, rzecz jasna, aby laureat pisał jak anioł, a do tego był czysty jak łza i niezłomny jak sam Sołżenicyn, ale w dzisiejszym skarlałym świecie kryteria przykrawa się do ludzi i artystów, bo za chwilę nie byłoby kogo nagradzać.

W obliczu takiego zagrożenia jury noblowskie postanowiło raczej luźno traktować dewizę Akademii Szwedzkiej „Geniusz i smak”. Prestiż Nagrody Nobla podtrzymują jeszcze wielkie nazwiska z przeszłości. Każda nagroda tyle jest warta, ile jej laureaci.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris