Piekłowędrowanie Zbigniewa Herberta



Tytuł
Pan od poezji. O Zbigniewie Herbercie
 
Autor
Joanna Siedlecka


Wydawca
Fronda 2019

Cena wydawnictwa
64,90 zł
Piekłowędrowanie Zbigniewa Herberta
 

Pierwsze wydanie „Pana od poezji” Joanny Siedleckiej ukazało się w roku 2002, krótko po śmierci Zbigniewa Herberta. Po 17 latach autorka dodała do książki sześć nowych rozdziałów, niezbędnych dla zrozumienia fenomenu pana Cogito: o prześladowaniu przez bezpiekę, o wymarzonym mieszkaniu przy ul. Promenada w Warszawie, które okazało się nafaszerowane podsłuchami, o reperkusjach słynnego wywiadu do „Hańby domowej” Trznadla, a także o pierwszej wielkiej miłości poety w Sopocie. Dwa rozdziały – „Czarne słońce” i „Przepraszam za męża” – zostały poświęcone wdowie Katarzynie Herbert i jej dziwacznemu zachowaniu w tej roli.

Czytelnik wierszy Herberta, który coś wie o ich autorze, staje zbulwersowany szczegółami zmasowanego ataku na niego, kiedy pod koniec życia zradykalizował się i zamiast przystać do postkomunistów mamroczących o względności win, uwarunkowaniach, słabej pamięci itp., wypowiadał się ostro o kolaboracji czołowych literatów z przodującym ustrojem. W odwecie został nazwany szaleńcem, alkoholikiem i posądzony o współpracę z bezpieką, a ubocznym efektem tej kampanii, trwającej także poza granicami Polski, było nieprzyznanie mu nagrody Nobla, do której od lat 60. kandydował. Po słynnym wierszu „Chodasiewicz” sygnał do traktowania Herberta jako wariata dał sam Miłosz; w bohaterze wiersza łatwo rozpoznać samego noblistę.

Siedlecka nie napisała klasycznej biografii, gdzie zdarzenia z życia artysty ułożone są po kolei w przegródkach, wątpliwe kwestie wyjaśnione, a tok wywodu nie załamuje się ani razu. Posłużyła się techniką mozaikową, pokazując swego bohatera poprzez wypowiedzi ludzi, którzy go dobrze znali. Z tych relacji jak z kamyków zbudowała obraz człowieka i artysty wielkiego formatu, który nie zginał grzbietu ani przed swą epoką, ani przed narzuconymi przez nią rygorami. Przez całe życie towarzyszyło mu poczucie zbrzydzenia tym, jak elita intelektualistów godzi się na upodlenie i kłamstwo; nie na próżno pisał o „potędze smaku”. Po ostentacyjnej fraternizacji Adama Michnika z generałami Kiszczakiem i Jaruzelskim zerwał z dawnym przyjacielem i z miejsca dostał się pod buty dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. W dodanych rozdziałach Siedlecka ukazuje, jakie odium nienawiści spadło na Herberta za to, że nie godził się iść w chomącie, nie aprobował ogólnego zeszmacenia i domagał się przestrzegania wysokich standardów etycznych.

Choć wiadomo było, że bezpieka nigdy nie pieściła się z autorem wierszy o Panu Cogito, dopiero przytoczone przez Siedlecką fakty unaoczniają, jak wielki rozmach miały akcje SB przeciwko poecie. Do inwigilacji zaangażowano ogromne siły w kraju i za granicą, w mieszkaniu przy ul. Promenada był stały podsłuch, a z przytoczonych materiałów wynika, że sąsiad, znany reżyser Marek Piwowski, osobiście donosił na Herberta. Mimo tych dowodów po śmierci poety próbowano zrobić z niego współpracownika SB: skoro tyle podróżował, musiał wszak czymś się odwdzięczać za regularne przyznawanie paszportu.

Najbardziej bulwersują wypowiedzi i działalność wdowy po Herbercie, Katarzyny Herbert. Za życia pozostająca całkowicie w jego cieniu, po śmierci męża dołączyła do chóru jego przeciwników. Zamiast stać na straży jego dobrego imienia dezawuuje pamięć o nim, mści się na zmarłym za upokorzenia, o których wiemy i nie wiemy, „przeprasza za męża”, zezwala na zawłaszczenie jego twórczości przez ludzi, którym sam nigdy by na to nie pozwolił. Chętnie też chętnie grzeje się w blasku mężowskiej chwały: Katarzyna Herbert na Targach Książki na stoiskach Zeszytów Literackich i wydawnictwa a5 „podpisuje publikowane przez nie książki swego męża. Zwykle własnym imieniem i nazwiskiem, ale gdy kolejka jest liczna, śpiesząc się – tylko Herbert!”

Choć Siedlecka nie pisze tego wprost, z lektury jej monumentalnego dzieła wynika, że uczuciem towarzyszącym Herbertowi niemal przez całe życie była gorycz. Obracający się przez większość tego życia w systemie stężonego absurdu Herbert mógł żywić nadzieję, że po odzyskaniu niepodległości sprawy wrócą na właściwe tory. Nic takiego nie nastąpiło i to jest chyba powód wielkiego poirytowania poety. Świadomy własnej wartości, hołdujący wysokim standardom moralnym, przekonał się na własnej skórze, że nie warto być sumieniem narodu, trzeba wręcz przyklasnąć opinii, że wskutek zaangażowania w  komunizm wszyscy byli jednakowo wysmarowani błotem. Za bezkompromisowe sądy ma się tylko ostracyzm środowiska, albowiem ludzie lubią mieć o sobie dobre zdanie bez względu na popełnione podłości, a intelektualiści  wszelkiej maści nie są tu żadnym wyjątkiem. Pan Cogito nie został nagrodzony za stanie w obronie wartości, a to, co uczyniono z nim samym i jego dziedzictwem mogłoby posłużyć za temat do kolejnego gorzkiego jak piołun wiersza.

Przeœlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books