Poeta odjazdowy



Tytuł
Mężczyzna w damskim kapeluszu. Próby teatralne
 
Autor
Konstanty Ildefons Gałczyński


Wydawca
Prószyński i S-ka 2015

Cena wydawnictwa
45
Poeta odjazdowy
 

Nawet gdy sam Miłosz pisał rozdział o Gałczyńskim w „Zniewolonym umyśle”, widać było, że nie może sobie dać z nim rady, że nie ma na niego „uchwytu”, jak Błoński nie miał na Lema. Miłosz potrzebował Gałczyńskiego do galerii potworów, wysługujących się komunistycznym siepaczom od kultury. Galeria składała się z czterech liter greckiego alfabetu; Gałczyńskiemu przypadła Gamma. Ale Gałczyński, choć świnia, pijak i trubadur, miał dar takiego odmieniania materii poetyckiej, że trudno go było pochwycić na odstępstwie ideologicznym. Tu socjalizm, a miejscami nawet komunizm, robota ideologiczna wre, a tu scenki z życia szarych obywateli wymieszane z Olimpami, bajkami, magią – nie sposób było tego wszystkiego traktować poważnie. A gdzie nie ma powagi i konkretu, tam imadło ideologiczne nie ma się na czym zacisnąć, i cześć.

Jednym słowem tragedia.

Ten dziwny status poezji i poetyki Gałczyńskiego potwierdza wydany właśnie tom obejmujący teksty pisane na scenę, estradę, do radia i dla kina. Najlepiej widać to w scenariuszu „Chrystusowy atleta” o życiu męczennika za wiarę i świętego Andrzeja Boboli. Zamówili go u Gałczyńskiego jezuici; poeta ofertę przyjął, bo bardzo potrzebował tysiąca złotych na wydobycie się z finansowego dołka (działo się to przed samą II wojną). Z najlepszą wolą przystąpił do pisania; wyszło mu coś takiego, że jezuici uciekli żegnając się obficie i krzycząc coś o parodii.

I takie są właściwie wszystkie teksty w tym zbiorze. Jedne mniej, inne bardziej udane, ale wszystkie odpowiednio podszyte szaleństwem, tak jakby w pewnym momencie uruchamiał się przełącznik i forma odwodziła Gałczyńskiego i jego utwór na manowce, daleko od ostatnich pozorów racjonalności. Przy tym momentami są rozwichrzone, nawet trochę niechlujne, jakby autor pozwalał, żeby forma niosła go gdzie zechce i nie dbał o to, dokąd go zawiezie. Jakby było mu wszystko jedno, co mu wyjdzie spod pióra. Nie Gałczyński pisał poezje, teksty do radia, na scenę itp.; to forma pisała Gałczyńskim, który poddał się jej ciemnej i fatalnej sile. Z taką siłą komuniści bali się konfrontować i nawet Miłosz, niechętny koledze po fachu, musiał ogłosić bezradność. Niby rozumiał mechanizm, który owładnął Gałczyńskim, ale jako poeta o wiele mniej rozwichrzony nie czuł z nim solidarności artystycznej.

Pozostaje Gałczyński kolorowym ptakiem na rodzimym podwórku poetyckim, na którym panuje pod tym względem niekiepska konkurencja. Dziś trochę zapomniany, ale bezwzględnie wart przypomnienia dla genialnych wierszy, odjazdowych pomysłów i mimowiednego dowcipu, który jest właściwie nie do podrobienia.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris