Pracownicy próżni



Tytuł
Ad Astra (Brazylia, Chiny, USA 2019)
Reżyseria
James Gray
Obsada
Brad Pitt, Tommy Lee Jones, Donald Sutherland, Liv Tyler i inni
Muzyka
Max Richter
Zdjęcia
Hoyte Van Hoytema
Pracownicy próżni

W kinie po skończonym seansie jakiś starszy entuzjasta science fiction zerwał się do wyjścia mamrocząc obelgi. Istotnie, nie brak w „Ad astra” scen wątpliwych, a nawet absurdalnych, jak ów kowbojski pościg łazików na Księżycu, połączony ze strzelaniną (każde trafienie w tych warunkach oznacza rozszczelnienie skafandra i pewną śmierć). W okolicach Neptuna Roy McBride (Brad Pitt) osłania się blaszaną tarczą przed meteorytami; wcześniej nie mogąc zadokować porzuca swoją kapsułę, która oddala się dyskretnie w kosmos (a wystarczyłoby przywiązać ją kawałkiem liny). Tym samym astronauta pozbawia się możliwości powrotu na swój statek i skazuje na manewrowanie w polu grawitacyjnym Neptuna samym silnikiem plecowym. Rozwalając wybuchem jądrowym inny statek na orbicie Neptuna Pitt nie tylko nie ponosi szkody np. od promieniowania, choć znajduje się prawie w epicentrum wybuchu, ale unosząc się na fali uderzeniowej szybciej dotrze do Ziemi. Te działania samobójcze, zgubne  punktu widzenia rozsądnego pracownika próżni, są zarazem mieliznami naukowymi, które w filmie o takim poziomie nie powinny się zdarzyć.

Wątpliwym pomysłem wydaje się też kluczowa dla filmu fala udarowa z Neptuna, demolująca Ziemię, nie słabnąca z kwadratem odległości jak każda emisja w kosmosie, tylko przeciwnie – wzmacniająca się. To w celu ustalenia jej źródła McBride udaje się w pobliże Neptuna, gdzie 30 lat wcześniej zapędził się jego legendarny ojciec, który wydaje się wciąż żyć i mieć coś wspólnego z tą sprawą.

Akcja filmu toczy się w drugiej połowie XXI wieku, na Księżycu trwają targi o tereny, na Marsie istnieje baza na 1100 ludzi i przyczółek astronautyczny do badania dalszego kosmosu. Akcja filmu powtarza fazy rozwoju astronautyki ziemskiej: Księżyc, Mars, wielkie olbrzymy gazowe z Neptunem na krańcu układu. Film jest bardzo udany i wiarygodny pod względem wizualnym, z przyjemnością notowałem podczas projekcji liczne „klimaty pirxowskie” rodem niczym z Lema. Bo też jest to ta faza zdobywania Układu Słonecznego, kiedy kończy się era pierwszych odkrywców, a zaczyna rutyna codziennych działań. Takim rutyniarzem, nieustraszonym, porządnie wytrenowanym, momentami nawet trochę znudzonym, jest właśnie Roy McBride.

Ale tematem filmu „Ad astra” nie jest tylko trudne zadanie do wykonania. Jest nim natomiast klęska wielkiej idei, której hołdował McBride ojciec: wykrycia braci w rozumie. Poświęcił tej sprawie życie, rodzinę, syna; w pogoni za tą ułudą dopuścił się mordu na własnej załodze i osiadł w końcu na orbicie Neptuna – stary, samotny, zgorzkniały, zrezygnowany. Nie ma istot rozumnych w kosmosie, oświadcza; kosmos jest sterylny jak pumeks. Nie ma życia nawet w obkładanych wielkimi nadziejami księżycach Jowisza, zwłaszcza na Europie – ale jakaś część starego zdobywcy wciąż nie chce się z tym pogodzić. Ojciec jest bardziej radykalną, „ostrzejszą” wersją syna; nie ma tu miejsca na kompromisy, na ustępstwa, wszystko zostało poświęcone jednemu celowi.

Przy okazji niejako obserwujemy, jakimi typami psychicznymi są obaj panowie. Zamknięci, skryci, zawodowo sprawni, zablokowani w kontaktach z bliźnimi, niedostępni. Czy to jest cena za zostanie astronautą, za wyszkolenie do działania w sytuacjach skrajnych, w całkowicie obcym środowisku, gdzie od jednego błędu czy przeoczenia można zginąć? Film oddaje ich osobowości z wielką trafnością psychologiczną; nawet gdy po tylu latach ojciec i syn spotykają się, nie ma między nimi sentymentów ani rozrzewniania się nad przeszłością. Stary nie chce wracać na Ziemię, nie ma tam nic do szukania, nic tam na niego nie czeka oprócz niesławy i potępienia. Jest tym, który poniósł klęskę, syn jego zaś tym, który go zdemaskował. Nie jadą na jednym wózku.

Zza tych wszystkich zmagań i przeżyć przebija dość cukierkowata wizja cywilizacji ziemskiej. Nie ma kłopotów z efektem cieplarnianym, ze stopionymi lodowcami i przyborem wód. Dzisiejsze plagi gdzieś się podziały; jedynym dopustem jest nawałnica od Neptuna. W komercyjnym pojeździe wiozącym bohatera na Księżyc za wypożyczenie koca i poduszki stewardessa żąda 170 dolarów. Czy to inflacja, czy tylko drożyzna panująca we flocie księżycowej?

Przeœlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books