Przybycie Antychrysta



Tytuł
Władca świata
 
Autor
Robert Hugh Benson

Tłumaczenie
Stefan Barszczewski

Wydawca
Fronda 2017

Cena wydawnictwa
39,90
Przybycie Antychrysta
 

Oto powieść wydana w roku 1907; ponad wiek później znaleźć w niej można liczne fragmenty profetyczne. Zrobiło się o niej głośno po tym, jak dwukrotnie – w roku 2013 i 2015 – wspomniał o niej papież Franciszek. Papież miał powód, by zainteresować się „Władcą świata”, gdyż przedstawiono tam wizję zagłady chrześcijaństwa w XXI wieku. Właśnie ogłoszono, że chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną religią świata, w niektórych krajach (Nigeria, Egipt, Irak) na chrześcijan poluje się prawie oficjalnie i nikt temu nie próbuje postawić tamy. Wątek eksterminacji chrześcijan martwi powieściowego papieża Sylwestra, przejmuje się nim także obecna głowa Kościoła, papież Franciszek.

We „Władcy świata” wszystko odbywa się jednak – do czasu – w białych rękawiczkach. Widziany z początku XX wieku wiek XXI miał być epoką światłą i tolerancyjną, imponującą pod względem technicznym, a i ustrojowi społecznemu z pozoru nic nie dałoby się zarzucić. Udaje się zaprowadzić ogólnoplanetarny pokój, konflikty wygasły, panuje nowa moralność polegająca na umieszczeniu człowieka w samym centrum zainteresowań. Ówże kierunek, nazwany humanitaryzmem, ma człowieka na celu w tym sensie, że wszyscy temu człowiekowi chcą wyrządzić jak najwięcej dobra. Biorą go więc w obroty i rychło okazuje się, że na przeszkodzie do ozłocenia człowieka stoi religia, zwłaszcza zaś katolicka, ta bowiem przenosi zainteresowanie ze spraw doczesnych w zaświaty, w jakąś niewymierność, odwraca myśli poczciwych dwunogów od kwestii ziemskich ku metafizyce. Uwolnienie człowieka od katolicyzmu staje się potrzebą chwili. Na dodatek pojawia się charyzmatyczny przywódca, którego wszyscy wielbią i zaraz oddają mu pełnię władzy. Ten właśnie głosiciel pokoju najpierw decyduje o zbombardowaniu Rzymu, gdzie mieści się centrum chrześcijaństwa katolickiego, a potem, już po tej hekatombie, wydaje rozkaz do ataku na siedzibę tajnego papieża Sylwestra, który ulokował się opodal Nazaretu i – traf chciał – opodal równiny Armageddon, wyznaczonej na pole ostatniej bitwy między siłami dobra i zła.

Walorem powieści Bensona, brytyjskiego konwertyty na katolicyzm, są szczegóły występujące czasem w tle, a czasem na pierwszym planie, niepokojąco zbieżne z tendencjami obserwowanymi obecnie. Każdy ma prawo do eutanazji; na miejscach wypadków błyskawicznie zjawiają się ekipy i piorunem wyprawiają śmiertelnie rannych na tamten świat. Komu nie chce się żyć, ten zgłasza się do ośrodka – tam mu dadzą osiem dni do namysłu, po czym unicestwią z śmiechem na ustach. Ceremonie państwowe odbywają się według rytu masońskiego, mistrzami są księża, a i biskupi, którzy stracili wiarę i stali się wrogami Chrystusa. Współpraca przy bombardowaniu Rzymu, a potem i Nazaretu, żywcem przypomina solidarność dzisiejszej Europy zachodniej w hołdowaniu politycznej poprawności i karceniu zbuntowanych, jak Polska czy Węgry. Bomby, które wiozą płatowce różnych państw nad Armageddon, żywcem przypominają bomby atomowe – może nie tyle wielkością, co dysproporcją niewielkiego rozmiaru i ogromnej siły niszczącej.

Odniosłem wrażenie, jakby autor dziwił się tej zapalczywości w niszczeniu katolików przez nowe porządki na świecie. Papież Sylwester tak zatrudnia umysł nad tym zagadnieniem: Czyż można sobie wyobrazić, że on, kolegium dwunastu kardynałów i jego nieliczna owczarnia mieli słuszność, cała zaś zgodna reszta cywilizowanego świata znajdowała się w błędzie? A jeśli to owa reszta ma rację? W takim wypadku cierpiałby za sprawę straconą, będąc tylko dymiącym knotem świecy szaleństwa.(…) Nie był nawet godny zabicia, bo i on, i jego towarzysze to nieuki, noszący ośle czapki w szkole świata. Godność zabicia zostanie mu jednak przyznana, jak zresztą wszystkim jego współpracownikom i współwyznawcom. Ustawa o sprawdzaniu wyznania obywateli ma wyłonić ukrywających się katolików w celu poddania ich eutanazji; ci, którzy zaprą się wiary, już są bezużyteczni.

Oczywiście „Władca świata” dla uwyraźnienia tematu nie ustrzegł się pewnych uproszczeń: wszyscy tu myślą jedno, masy są posłuszne i entuzjastyczne, dóbr nie brakuje, opozycja nie istnieje. Kto ma wątpliwości, temu je odbiera charyzma nowego przywódcy, jego zdolności zaiste nadludzkie, jego słowa, z którymi dyskutować nie sposób. Prawie na pewno posłużył się tu Benson figurą Antychrysta, który ma wychynąć podczas dni ostatnich, u samego progu końca świata. Jest więc „Władca świata” fantastyką apokaliptyczną o odcieniu religijnym, opowiadającą się za tradycyjnymi wartościami i kontaktem człowieka z Bogiem w miejsce kontaktu między cywilizacjami. To zaś, że świat powieści jest tak bardzo podobny do niektórych aspektów świata drugiej dekady XXI wieku, może wynikać z przypadku, choć równie dobrze może być kwestią trafnego rozpoznania linii rozwojowych cywilizacji.

Wydawca przyrównuje dzieło Bensona do klasycznych dystopii, jak „My” Zamiatina, „Nowego wspaniałego świata” Huxleya czy „1984” Orwella. Biorąc rzeczy chronologicznie, Benson był pierwszy z wymienionych i to jemu przypadłoby stanąć na czele tego towarzystwa.  Pod względem artystycznym czy wizjonerskim niczego mu nie brakuje.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris