Wyprowadzeni w pole

Brad Bird:  Kraina Jutra

Wyprowadzeni w pole

Film „Kraina Jutra” chce nas zarazić optymizmem. To jeszcze nic złego; cały kłopot w tym, jak to robi. W tytułowej Krainie Jutra bohaterka przebywa tylko przez mgnienie, parę minut, ale właściwie to tylko wizja czy iluzja, bo ciałem nie opuszcza starej rzeczywistości: obija się o kanty, turla po schodach, włazi do jeziora…

W piekle czarnej dziury

Christopher Nolan:  Interstellar

W piekle czarnej dziury

Prawie wszystko w tym filmie jest niewiarygodne. Najpierw wizja Ziemi spustoszonej, gdzie gra idzie o przetrwanie, a priorytetem jest produkcja żywności. Natura zagrożenia nie jest widzowi znana, być może ma ono charakter klimatyczny, bo często zdarzają się potężne burze pyłowe.

Dług tlenowy

Alfonso Cuarón:  Grawitacja

Dług tlenowy

Inżynier medyczny dr Ryan Stone, w kosmosie po raz pierwszy, w filmie „Grawitacja” czterokrotnie znajduje się na wyczerpującym bezdechu. Raz, gdy szczątki zestrzelonego przez Rosjan satelity demolują jej macierzysty prom i definitywnie kończy się jej tlen w zbiorniku. Drugi raz, gdy pewna śmierci wyłącza tlen w kabinie Sojuza przytroczonego do opuszczonej Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Trzeci, gdy bez aparatu tlenowego na plecach, posługując się gaśnicą jako źródłem odrzutu, przeskakuje do stacji chińskiej, również opuszczonej. Po raz czwarty zaś, gdy moduł załogowy Shenzhou, czyli chińskiej wersji Sojuza, wciąga ją na dno rzeki, skąd ucieka po wyzwoleniu się z ciężkiego skafandra. Kłopoty pani Stone biorą się stąd, że naprawiając sędziwego Hubble’a na orbicie o wysokości 600 km zostaje w kosmosie jedynie z kolegą, dla odmiany kosmicznym repem, dla którego jest to ostatni lot przed emeryturą. Z niewiadomych powodów rozłączają się, choć mają taką samą prędkość jak Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), do której dotarli na resztkach paliwa z plecaka Matta Kowalskiego. Nic więc nie zmusza Matta, by dla ratowania damy odpływał bohatersko w kosmiczną czerń. Wcześniej udziela koleżance rady, by wykorzystując Sojuza zacumowanego przy ISS przedostała się do stacji chińskiej i stamtąd wzięła pojazd na Ziemię. Ryan o pilotowaniu Sojuzów nie ma pojęcia (ćwiczyła trochę na symulatorach) i dostanie się przez nią w ten sposób na Ziemię wydaje się wykluczone. A jednak dzielnej pani doktor udaje się pokonać ten ciąg nieprawdopodobieństw – przynajmniej z takim przekonaniem wychodzimy z kina. Film Alfonso Cuaróna to imponujące widowisko: bezkresna przestrzeń kosmosu z balonem Ziemi w zasięgu wzroku, kosmiczne stacje demolowane kolejno przez odłamki i patroszone przez żar w atmosferze, obce, zabójcze dla człowieka środowisko, gdzie prawa...
Inwazja  zamaskowana

Joseph Kosiński:  Niepamięć

Inwazja zamaskowana

Było tyle filmów i powieści o najeźdźcach z kosmosu, że inwazja Obcych nie może już odbywać się w sposób zwyczajny. Trzeba wymyślić trik. W filmie „Niepamięć” jest nim wojna z padlinożercami, którzy tak naprawdę nie istnieją. Pomimo tego działania wojenne przebiegły realnie, a Ziemia została zniszczona do tego stopnia, że nie nadaje się do zamieszkania. Ludzkość niby zwyciężyła – ale tak, jak Polska w II wojnie światowej. Ci, którzy ocaleli, przenieśli się na księżyc Saturna Tytan, zaś na planecie pozostają dwuosobowe bazy, zajmujące się monitorowaniem stanu rzeczy i naprawą dronów. Maszyny są niszczone przez niedobitki padlinożerców, którzy pomimo klęski nadal usiłują bruździć. W rzeczywistości doszło do kontaktu z artefaktem Obcych, wyglądającym na rodzaj sondy Bracewella. Sondy takie o nieznanym stopniu złożoności – według koncepcji z lat 60. australijskiego astronoma – miały być umieszczane przez cywilizacje zaawansowane technicznie w układach planetarnych, gdzie rozwijałyby się miejscowe istoty rozumne. Tu jednak sonda zamiast działań obserwacyjnych bądź wspomagających rozwój tubylców wykazuje skłonności destrukcyjne: Ziemia zostaje spacyfikowana, ludzkość przetrzebiona, na Tytanie prawdopodobnie nie ma żadnego azylu. To co się wyprawia wygląda na terraformowanie au rebours, czyli przygotowanie naszej planety do wymagań Obcych. Przede wszystkim ogromne ssawy odciągają masy wody oceanicznej – rzekomo skażonej – w celu wysuszenia planety: na takiej Ziemi żaden człowiek mieszkać nie będzie mógł. O takiej interpretacji przesądza fakt, że w całym filmie nie widzimy ani jednego Obcego. Sonda działa według narzuconego jej programu, dysponując zasobami, które znajdzie na miejscu. Ma w swej gestii tylko kilka rodzajów dronów – jak na inwazję arsenał dość skąpy. Załogi baz uzyskano przez sklonowanie astronautów, którzy dotarli do obiektu Tet z misją NASA, a dyspozytorka...
Lem bez Lema

Ari Folman:  Kongres

Lem bez Lema

Wbrew deklaracjom twórców filmu „Kongres”, że został on oparty na motywach „Kongresu futurologicznego” Stanisława Lema, dużo więcej łączy go z „Dialogami” tegoż autora. Cała sekwencja skanowania podstarzałej aktorki wydaje się inspirowana podobnymi rozważaniami Lema, jak by tu skopiować człowieka atom po atomie, a następnie teleportować w inne miejsce i tam z powrotem poskładać w całość. Z „Kongresu futurologicznego” wzięty został pomysł totalnej chemizacji społeczeństwa, a także liczba 22, pojawiająca się w pewnym momencie na ścianach, panelach i okularach uczestników. Ci, którzy czytali groteskę Lema wiedzą, że futurologowie z braku czasu dyskutowali tam kodami liczbowymi i tak czy owak wychodziło im 22, czyli totalna apokalipsa. Film dzieli się na część realistyczną i animowaną; ta druga ukazuje świat wykreowany pod wpływem halucynogenów. Animacje przywodzą na myśl manierę plastyczną z „Żółtej łodzi podwodnej” z roku 1968 z udziałem Beatlesów. Momentami są to obrazki wielkiej urody, a terroryści, biznesmeni i macherzy filmowi przedstawieni zostali tak, że ręce same składają się do oklasków. „Kongresowi” najbliżej do Lema w scenie, gdy łuski halucynogenu opadają z oczu i widać, że grono fantastycznych postaci zaludniających baśniowy świat to naprawdę czereda obdartusów oczekujących cierpliwie w kolejce, aż ktoś się nimi zajmie. Największym rozczarowaniem jest wyrzucenie za burtę bujnej postaci Ijona Tichego i zastąpienie jej aktorką, co powoduje zwekslowanie zainteresowań reżysera w stronę kultury masowej. Tak to Lemowa katastrofa cywilizacyjna zamienia się w banał: krytykę popkultury. „Kongres” byłby całkiem interesującym filmem, gdyby nie owe nawiązania do Lema. Dzieła Lema jako system odniesienia i źródło inspiracji kładą się nim cieniem, rzecz jasna dla tych co znają twórczość autora „Solaris”. Po raz kolejny okazuje się, że filmowcy boją się odczytać ją...
Niebezpieczne zabawy z biotechnologią

Ridley Scott:  Prometeusz

Niebezpieczne zabawy z biotechnologią

Film „Prometeusz” Ridleya Scotta należy do tej samej realistycznej odmiany fantastyki w kinie co „Obcy – 8. pasażer Nostromo” i wykazuje z nim jeszcze bliższe pokrewieństwo: jest jego prequelem (czyli opiewa zdarzenia wcześniejsze). Akcja obu filmów rozgrywa się na planecie podobnej do Słońca gwiazdy Zeta Reticuli, odległej od Ziemi o 39,5 roku światła, który to dystans statek „Prometeusz” pokonuje w dwa lata. Jest koniec XXI wieku: w roku 2083 w jaskini szkockiej wyspy Skye odkryto malowidła naskalne z symbolem dalekiego układu gwiezdnego, zaś akcja rozpoczyna się na Boże Narodzenie 2093, ponieważ Murzyn o swojskim imieniu Janek szykuje choinkę. W „Prometeuszu” jeszcze większą rolę niż w „Nostromo” grają kwestie biologiczne. Na samym początku widzimy jałową planetę, prawdopodobnie Ziemię. Przedstawiciel Gigantów, wymodelowanych na antyczne posągi, wypija nad wodospadem tajemniczą miksturę i wali się do wody. Pokazano, jak jego helisy DNA pękają i zamieniają się w coś innego – woda rozniesie je daleko od tego miejsca. Ofiara Giganta da początek ziemskiej (?) biosferze, nie wiadomo na jakiej zasadzie połamane i rozproszone łańcuchy DNA pogrupują się z powrotem i powstaną z nich pierwociny życia. Pod tym względem film realizuje koncepcję Ericha von Dänikena, że życie na Ziemi (i na innych planetach) zasiali kosmici, owi Giganci całkiem podobni do nas, tylko starsi jako cywilizacja i więksi. Gdy Gigant kładzie się na fotelu w pozycji „astronauty” z płaskorzeźby z Palenque, jest to zacytowanie jednego z kluczowych argumentów otrzepanego z naftaliny szwajcarskiego hotelarza. Podobnie jak w „Nostromo”, tak i w przypadku „Prometeusza” dochodzi do katastrofy; sama procedura wyjścia ekspedycji zawiera jej zapowiedź. Statek nie skanuje planety z orbity, tylko ląduje na ślepo; mimo to załoga natychmiast...
Strona 2 z 212