Buntownik naiwny

Mateusz Czarnecki:  Otwórz oczy, zaraz świt

Buntownik naiwny

Rozmaicie plącze się nić życia. Dobrze zarabiający młody biznesmen podczas krótkiego wypadu do Indii – jak wiadomo, tylko tam można dobrze wypocząć – poznaje miejscową dziewczynę, muzułmankę, i traci dla niej głowę. Zrywa z dotychczasową nałożnicą, z którą zadawał się bez miłości, a z muzułmanką planuje ślub. Autor zapewnia, że sam przeżył coś podobnego i ja mu wierzę. Zdumiewa tylko gotowość porywczego acz lekkomyślnego młodzieńca do wywrócenia całego życia do góry nogami w imię tak mglistych perspektyw. Przeprowadzić się do Indii? – czemu nie. Przejść na islam? – jak najbardziej. Wielkie ofiary, a szczęście pisane na wodzie. I rzeczywiście: ojciec izoluje muzułmankę od giaura, wydaje ją błyskawicznie za porządnego wyznawcę proroka i tak plany biorą w łeb. Irytuje naiwność bohatera, denerwuje idealizacja Indii, kraju wypełnionego po brzegi nędzą, ludźmi i wonią nawozu. Trudno mi wyobrazić sobie wielkie uduchowienie w takim anturażu. Bohater jednak wkroczył już na nową ścieżkę i nic go z niej nie zawróci. Zapisuje się na medytacje buddyjskie, które pozwalają mu wejrzeć w siebie i zrozumieć, że jego przeznaczeniem jest literatura. Zupełnie jak u Niziurskiego: kiedy ci wizja przejścia na islam obrzydła, literatury rozwiń skrzydła. Odtąd będzie pisał swą pierwszą powieść, tę właśnie, którą trzymamy w ręku. „Otwórz oczy” jest więc powieścią o klęsce, bo tak należy podsumować degradację dobrze prosperującego młodego człowieka. Nawet gdyby udało mu się zostać literatem – a jego debiut żadnym rozbłyskiem na firmamencie nie jest – nie zarobi w ten sposób kokosów. Nie przyda też sobie znaczenia ni dostojeństwa pisząc książki w kraju, gdzie nikt niczego nie czyta. Egzaltacja z powodu radykalnego przestawienia zwrotnic własnego życia rychło ma szanse zamienić się w...
Polowanie na higgsa

Jim Baggott:  Higgs. Odkrycie boskiej cząstki

Polowanie na higgsa

Zanim „Higgs” Jima Baggotta ujrzał światło dzienne, na rynku była już obecna – także w Polsce – inna książka o podobnej tematyce, „Peter Higgs” Iana Sample’a. Różnica między nimi wskazana jest w tytułach: „Peter Higgs” to opowieść o fizyku, mająca charakter bardziej biograficzny, natomiast higgs u Baggotta oznacza mityczną cząstkę, postulowaną teoretycznie od lat 60. XX wieku i odkrytą dopiero w lipcu 2012 roku. Różnicę w ujęciu Sample’a i Baggotta unaoczniają też podtytuły: „Poszukiwania boskiej cząstki” w pierwszym przypadku i „Odkrycie boskiej cząstki” w drugim, aczkolwiek obaj autorzy pisali swe książki przed słynną konferencją w CERN, potwierdzającą istnienie bozonu Higgsa. Rzecz jasna po ogłoszeniu odkrycia zostało ono uwzględnione w obu pracach.   „Higgs” Baggotta zajmuje się raczej problemową stroną zagadnienia, niewiele dowiemy się stąd o szczegółach biograficznych. Autor koncentruje się na naukowych aspektach polowania na higgsa, opisując etapy konstruowania Modelu Standardowego fizyki cząstek, którego zwieńczenie stanowi słynny bozon. Otrzymujemy wizję intelektualnej przygody ludzkości rozpoczętej koncepcjami kilku teoretyków pół wieku temu, a zakończonej zbudowaniem i zaprzęgnięciem do pracy najbardziej monstrualnej maszyny w dziejach, Wielkiego Zderzacza Hadronów. A wszystko po to, by uzyskać odpowiedź, jak i z czego zbudowany jest nasz świat i jaki mechanizm nadaje masę jego elementarnym składnikom. Jak pisze w przedmowie Steven Weinberg, noblista, który dobrze zapisał się w dziejach fizyki prowadzących do higgsa, teraz przychodzi czas na teoretyków. Bynajmniej nie wszystko zostało wyjaśnione, a Model Standardowy wciąż nie może uchodzić za teorię ostateczną budowy Wszechświata, gdyż nie obejmuje grawitacji. Higgs jest zwornikiem tego modelu, potwierdzeniem jego słuszności, ale też tylko etapem do celów następnych. Poszukiwania fizyków nie kończą się...
Kwanty to nie absurd

Brian Cox, Jeff Forshaw:  Kwantowy Wszechświat. Dlaczego zdarza się wszystko, co może się zdarzyć

Kwanty to nie absurd

Podobno każdy wzór zamieszczony w książce ogranicza jej sprzedaż o połowę. Jeśli tak, brytyjscy fizycy Brain Cox i Jeff Forshaw po opublikowaniu „Kwantowego Wszechświata” musieliby chyba pójść z torbami – książka zawiera ponad trzydzieści wzorów, w miarę prostych, ale jednak. Autorzy postawili sobie za zadanie pokazanie teorii kwantowej w działaniu. Uchodzi ona za sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem, ale daje wspaniałe rezultaty; Cox i Forshaw nazywają ją wręcz trzecim filarem fizyki obok szczególnej i ogólnej teorii względności Einsteina. Cox z Forshawem, znani już w Polsce z poprzedniej książki „E = mc2”, jako cel „Kwantowego Wszechświata” wskazują zdemaskowanie mitów narosłych wobec teorii kwantowej. Czynią to na konkretnych przykładach, np. mimo iż większość objętości atomu to pustka, podłoga nie zapada się nam pod nogami dzięki działaniu w mikroświecie tzw. zasady wykluczania Pauliego (elektrony nie mogą zajmować dowolnych miejsc w atomie). Nawet jeśli dawni fizycy nie rozumieli świata kwantów tak jak dzisiejsi, nie znaczy to, że jest on pełen absurdów. Poprawność teorii kwantowej została wielokrotnie wykazana obliczeniowo, a teoria, która daje dobre rezultaty, nie może być idiotyczna. W ostatnim rozdziale autorzy demonstrują, jak z pomocą zasady wykluczania wyznaczyć granicę Chandrasekhara, czyli graniczną masę gwiazdy, poniżej której zamieni się ona na końcu swej drogi w białego karła, a powyżej w czarną dziurę. Masa ta, obliczona w 1930 roku, wynosi 1,4 masy Słońca. Jest to spektakularne ukazanie powiązań świata kwantowego z makrokosmosem, a także dowód, że autorzy swą powinność tłumaczenia, czym są i jak zachowują się kwanty, traktują serio, gdyż nie da się tego zrobić bez matematyki. Udało im się za jednym zamachem pokazanie świata kwantowego oraz zakwestionowanie mitu o szkodliwości matematyki dla popularyzacji fizyki....
Bój o ocalenie świata

Terry Hayes:  Pielgrzym

Bój o ocalenie świata

Będący debiutem scenarzysty Terry’ego Hayesa „Pielgrzym” zasłużenie zażywa światowej sławy. Uznana za bestseller w wielu krajach prawie 800-stronicowa powieść ma wszelkie walory thrillera i na pewno zostanie sfilmowana. Niezależnie od tego jest świetną powieścią o cywilizacji doby obecnej.

Jak rysować historię

Henryk Jerzy Chmielewski:  Tytus, Tomek i A’tomek jako rycerze Bolesława Krzywoustego

Jak rysować historię

W podstawówce moją ulubioną gazetą był „Świat Młodych”, zawierający różne ciekawostki dla takich młodocianych czytelników. Był tam poczet wielkich wynalazców, kiedyś wydrukowano fragment „Astronautów” Lema, a na przedostatniej stronie gościła regularnie historyjka obrazkowa (dziś komiks) o przygodach Tytusa, Romka i A’tomka. Wtedy to dzieło graficzne wydawało mi się kwintesencją dowcipu i dobrego smaku. Od tamtego czasu jego twórca Henryk Jerzy Chmielewski stał się instytucją, rozbudowując komiksy z trójką bohaterów i wkraczając z nimi nawet w domenę historii. Chłopcy brali więc udział w Powstaniu Warszawskim, w wojnie 1920 roku, odsieczy wiedeńskiej i bitwie pod Grunwaldem, a także szli z pomocą walczącej o niepodległość Ameryce. Obecnie Chmielewski wysłał ich w czasy Bolesława Krzywoustego dla wspomożenia jego wojów zwalczających niemiecką inwazję pod koniec pierwszej dekady XII wieku. Album zawierający ponad 40 plansz na kredzie jest wydawnictwem okazjonalnym dla uczczenia Wrocławia; z tego też powodu gród nad Odrą został w nich należycie wyeksponowany. Chmielewski zaczyna od legendy o narodzeniu Bolka Krzywoustego, mniej więcej w wersji jaką odśpiewała Ewa Demarczyk. Potem Bolko dorósł, a zły cesarz niemiecki Henryk V najechał na Dolny Śląsk. Kampania jednak się nie układa, grody polskie bronią się jak wściekłe, po polskiej stronie walczą oczywiście najdzielniejsi z dzielnych Tytus, Romek i A’tomek. Planszom rysunkowym towarzyszą słowne objaśnienia rysownika, które potwierdzają, że Chmielewski to jednak lepszy grafik niż literat. Komiks wprawdzie przeznaczono dla starszych dzieci, więc w założeniu rysowany był grubą kreską, ale czemu ci Niemcy za każdym razem tacy odrażający? Nawet psy poznają się na ich nikczemności i gryzą ile wlezie. Czemu wojowie polscy wyglądają o wiele dostojniej i szlachetniej? Bo racja jest po ich stronie? Czasem Chmielewski daje próbkę...
Manko w kosmosie

Tadeusz Pabjan:  Niedomknięty bilans wszechświata

Manko w kosmosie

Tadeusz Pabjan wyraża w tej książce sąd, że znajdujemy się w przededniu, a może nawet w trakcie kolejnej wielkiej rewolucji w nauce. Rewolucja ta ma skutkować zmianą stosowanego w fizyce paradygmatu, a więc byłaby porównywalna z tą, która nastąpiła na początku XX wieku. Tym razem idzie o problem brakującej masy we Wszechświecie. Większość Wszechświata stanowi niezidentyfikowana do tej pory „ciemna materia”, której poszukiwania trwają. Książka Pabjana stanowi kompendium zagadnienia: jak doszło do świadomości fizyków, że materii brakuje i ile wynosi manko, jakie są dziś pomysły na brakującą masę i próby jej detekcji, jak dotąd wyłącznie nieudane. Ciemna materia, zbudowana być może z cząstek nieznanych fizyce, przenika swobodnie przez skupiska zwykłej materii, a mimo to pozostaje zdolna do oddziaływań grawitacyjnych. Pabjan podaje podstawową przesłankę za istnieniem ciemnej materii: zbyt duże prędkości gwiazd w galaktykach i galaktyk w gromadach galaktyk, tak jakby ruchem tym sterowała dodatkowa masa, i to znaczna. Nasz Wszechświat ma gęstość krytyczną, ale masa zwykłej materii nie wystarcza, by ją uzyskać. Jej wkład do parametru gęstości wynosi ledwie 5 proc., ciemnej materii – 27 proc., a 68 proc. deficytu ma pokryć jeszcze ciemna energia. „Niedomknięty bilans” referuje też inne sposoby uporania się z problemem: modyfikację fizyki klasycznej (poprawianie Newtona i Einsteina), a także odrzucenie zasady kopernikańskiej, na mocy której Wszechświat jest jednorodny. Model niejednorodnego Wszechświata likwiduje podobno wymóg ciemnej energii, ale bez ciemnej materii obejść się nie sposób. Kandydatkami na brakującą materię są neutrina, które wprawdzie mają niewielką masę, ale nie wiadomo jaką, a także aksjony, WIMP-y i cząstki supersymetryczne. Los nauki współczesnej decyduje się dziś na przecięciu astrofizyki i kosmologii, powiada Pabjan. Książka jest napisana przejrzyście i...