Samotność astronauty



Tytuł
Niosąc płomień. Podróże astronauty
 
Autor
Michael Collins

Tłumaczenie
Justyna Trawicka, Mateusz Józefowicz

Wydawca
Astra 2019

Cena wydawnictwa
59,99 zł
Samotność astronauty
 

Michael Collins był pilotem modułu dowodzenia Columbia podczas wiekopomnego lotu Apollo 11, kiedy dwóch ludzi po raz pierwszy w dziejach zstąpiło na skorupę Księżyca. Czytelnik spoglądając na obszerne tomiszcze jego wspomnień, wydanych po raz pierwszy w roku 1974, ma wątpliwości: cóż ciekawego mógł napisać pilot, który krążył bezczynnie wokół Księżyca, podczas gdy jego koledzy hasali po Srebrnym Globie?

A jednak książka Collinsa jest jednym z najlepszych tekstów o astronautyce, jakie zdarzyło mi się czytać. Przede wszystkim Collins, znany z ciągot humanistycznych, napisał ją sam i zrobił to sprawnie, potoczyście, szczegółowo, z nieodzownym podczas patrzenia w przeszłość humorem. Po drugie, nie wiadomo, czyje przeżycie było głębsze: czy Armstronga i Aldrina, realizujących wyznaczony harmonogram, czy Collinsa, który osadzony w metalowej skorupie znalazł się sam na sam z grozą kosmosu. Po trzecie – wcale nie miał czasu na nudę, przygotowując się z Columbią na przejęcie dwóch śmiałków po ich starcie z Księżyca. Po czwarte wreszcie – duszę żarł mu niepokój, jak się zachować, gdy coś solidnie nawali. Ginąć solidarnie z kolegami czy wracać samotnie na Ziemię?

Na szczęście wszystko przebiegło jak w zegarku i nie trzeba było przeżywać sytuacji ostatecznych. Oczywiście lot na Księżyc jest zrelacjonowany bardzo skrupulatnie, podobnie jak całe życie autora, przedstawione w książce. Collins pisze o swojej drodze do zespołu astronautów (dostał się dopiero za trzecim razem), o przebiegu szkolenia, ocenia siebie i kolegów, wymienia specjalizacje, jakie musieli opanować w ramach podziału pól problemowych między zespół (sam stał się ekspertem od skafandrów kosmicznych). Równie szczegółowo opisany został lot Gemini 10, w którym Collins uczestniczył. Mnóstwo roboty w krótkim czasie, połączenie z rakietą Agena, spacer w kosmosie – wszystko to brzmi ładnie, ale w praktyce oznaczało niekiepskie męczarnie w nieważkości, w niewygodnym skafandrze z zaparowanym wizjerem. Ale właśnie przezwyciężanie takich trudności pasuje na astronautę. Tu właśnie po raz pierwszy Collins stanął oko w oko z bezmiarem kosmosu i nogi by się pod nim ugięły, gdyby nie brak grawitacji.

Samotność astronauty, który otarł się o Księżyc i wie, że niczego większego już w życiu nie dokona, stała się jego udziałem także na Ziemi. Jak dzielić z bliźnimi to niepowtarzalne i niedostępne dla reszty ludzkości doświadczenie? Dlatego Collins mało o tym rozmawiał, na spotkaniach nie znosił pytań typu: „no jak tam było na górze?” Postanowił, że na Księżyc więcej nie poleci – a miał propozycję – i opuścił szeregi astronautów. Lecz co robić z życiem, w którym najznamienitszy epizod już minął, czym się zająć? Collins pisze, jak rozwiązał to sam, a jak poradzili sobie jego koledzy.

Książka o nieco patetycznym tytule „Niosąc płomień” okazuje się zatem szalenie różnorodna. Jest tu i opis procedury sikania w kosmosie, złożonej z kilkunastu czynności, i są analizy zachowania swojego i kolegów w sytuacji upchnięcia we trzech w „budce  telefonicznej”, kiedy trzeba znosić odory wydzielane przez zdrowe męskie organizmy, a jednocześnie podejmować kluczowe decyzje o stawce życia i śmierci. Czy trudno być astronautą? „Nie był to heroizm, ponieważ działanie to nie wykraczało ponad wymagane standardy”, sumuje Collins. Pozwolę sobie mieć inne zdanie, a cała książka na to dowodem.

Jeszcze jedna ważna informacja dotyczy planety Ziemi, gdy się patrzy na nią stamtąd – z kosmosu. Dla Collinsa dominujące było wrażenie kruchości, świadomość, że byle pożoga kosmiczna może ją unicestwić. Im bardziej autor posuwa się w czasie – widać to po datach przedmów do kolejnych wydań książki – tym bardziej na czele wysuwają się kwestie ekologiczne. Martwi Collinsa stan planety i nabrzmiewająca liczebnie ludzkość – od czasu zdobywania Księżyca przybyło nas drugie tyle. I tak niepostrzeżenie z prominentnego astronauty autor książki zamienia się w autorytet moralny, który wzywa nas do opamiętania, aby Ziemia pozostała takim samym niebiesko-białym kwiatem na firmamencie, jakim była 50 lat temu.

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books