Smutek spełnionych baśni



Tytuł
Król Maciuś Pierwszy, Król Maciuś na wyspie bezludnej
 
Autor
Janusz Korczak


Wydawca
WAB 2011

Cena wydawnictwa
39,90 + 36,90
Smutek spełnionych baśni
 

Z dzieciństwa zapamiętałem książki o krótkim życiu króla Maciusia I jako przejmująco smutne  – i gdy czytałem je teraz, po półwiekowej przerwie, tamto wrażenie się nie odmieniło. Mały samotny król, którego odumarli rodzice, rzucony w wir wielkiej polityki z jej gierkami, meandrami i kłamstwami, ponosi klęskę, bo jest idealistą. Nie ma dla tak bezinteresownie szlachetnego osobnika miejsca wśród innych królów, ministrów i generałów. Bodaj jeszcze gorzej brzmi konstatacja, że dla królów Maciusiów w ogóle nie ma miejsca na tym świecie, wśród zwykłych śmiertelników.

Czytając te książki jako dziecko nic nie wiedziałem o ich autorze i o jego późniejszym losie. Oczywiście można znaleźć w nich nawiązania do poglądów pedagogicznych Korczaka: samotność króla Maciusia to samotność dziecka, któremu otoczenie nie poświęca tyle uwagi, na ile by zasługiwało. Korczak uważał, że dziecko powinno być wśród rówieśników, inaczej dziwaczeje. Fragmenty o prawach dzieci, o organizowaniu dla nich pomocy medycznej i żywnościowej brzmią jakby napisano je wczoraj, a przecież powstały w roku 1923. Korczak był takim samym idealistą jak Maciuś, który dźwiga na grzbiecie brzemię godnego reprezentowania swego autora.

Lecz podstawowym tematem i problemem tych książek, tak jak dziś to widzę, nie są wojny, nie polityka, nie liczne przejawy niesprawiedliwości, ale opuszczenie. Człowiek zawsze jest sam, lecz czasem potrzebuje wsparcia innych ludzi. Gdy zostaje przez nich opuszczony, przestaje mu się chcieć żyć. Maciuś zostaje opuszczony najpierw przez swych królewskich rodziców, następnie przez nielojalnie zachowujących się ministrów, wreszcie przez własnych poddanych, którzy wolą paktować z najeźdźcami niż walczyć w obronie niepodległości. Jego śmierć kończąca tom o bezludnej wyspie wydaje się logiczną konsekwencją tego niedostosowania do podłości i interesowności ludzkiej. Możliwe, że Maciuś jest wyrzutem sumienia dla tych, którzy kiedyś byli tacy jak on, ale dali się ujarzmić, przyjęli reguły gry i żwawo uczestniczą w dziadostwie i zakłamaniu tego świata.

Waga, jaką Korczak przywiązywał, by nie opuścić powierzonych jego opiece istot zamanifestowało się w sierpniowy dzień 1942 roku, kiedy szedł na czele 192 dzieci na śmierć w komorze gazowej Treblinki. Mógł łatwo uniknąć ich losu i podobno miał konkretne propozycje ucieczki. Wolał zostać ze swymi sierotami, pokazać im i światu, że ich nie opuści aż do śmierci, że zostanie z nimi bez względu na okoliczności. To chyba porównywalny z ojcem Kolbe męczennik polskiej okupacji.

Naoczny świadek przemarszu Korczaka na czele dzieci pisze: „Atmosferę przenikał jakiś ogromny bezwład, automatyzm, apatia. Nie było widocznego poruszenia, że to Korczak idzie, nie było salutowania (jak to niektórzy opisują), na pewno nie było interwencji posłańców Judenratu – nikt do Korczaka nie podszedł. Nie było gestów, nie było śpiewu, nie było dumnie podniesionych głów, nie pamiętam, czy niósł ktoś sztandar Domu Sierot, mówią, że tak. Była straszliwa, zmęczona cisza. Korczak wlókł nogę za nogą, jakiś skurczony, mamlał coś od czasu do czasu do siebie (…) Tych paru dorosłych z Domu Sierot, między nimi Stefa (Wilczyńska), szło obok, jak ja, lub za nim, dzieci początkowo czwórkami, potem jak popadło, w pomieszanych szeregach, gęsiego. Któreś z dzieci trzymało Korczaka za połę, może za rękę, szły jak w transie.” A oto inna relacja: „Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, a drugie maleństwo prowadził za rączkę (…) Trzeba tylko pamiętać, że droga z Domu Sierot na Umschlagplatz była długa. Trwała cztery godziny. Widziałam ich, kiedy z ulicy Żelaznej skręcali w Leszno. Dzieci były ubrane odświętnie. Miały na sobie niebieskie drelichowe mundurki. Cały ten orszak kroczył czwórkami, sprężyście, miarowo, dostojnie na Umschlagplatz – na plac śmierci!”

Dzieci z grupy Korczaka niosły chorągiew króla Maciusia I. Gdyby żył naprawdę, pewnie szedłby razem z nimi.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris