W okowach martwej gwiazdy



Tytuł
Labirynt śmierci
 
Autor
Philip K. Dick

Tłumaczenie
Arkadiusz Nakoniecznik

Wydawca
Rebis 2017

Cena wydawnictwa
49,90 zł
W okowach martwej gwiazdy
 

Najciekawszym wynalazkiem tej powieści jest religia: w krótkiej przedmowie Dick wyznaje, że stanowi ona jakby wspólny mianownik wielkich religii ziemskich. Prorokiem jest A. J. Specktowsky, a Biblią jego dzieło „Jak w wolnej chwili powstałem z martwych, co i tobie może się udać”. Teologia dopuszcza przebywanie istot boskich w rzeczywistości doczesnej, toteż zeznania, że ktoś widział Chodzącego po Ziemi czy Orędownika nie należą do rzadkich. Za stworzenie świata odpowiada Konstruktor, zaś psuciem wszystkiego zajmuje się Niszczyciel Formy, pod którym to szlachetnym mianem łatwo rozpoznajemy szatana. Manifestacje Boga są więc nie trzy, a cztery, bo i Niszczyciel Formy obdarzony został mocą boską.

Dalej już jak to u Dicka: czternastka przypadkowych, nie znających się wcześniej ludzi spotyka się na dziwacznej planecie Delmak-0. Nie wiedzą, kto ich tu skierował ani po co, nie mają nawet czasu porządnie się nad tym zastanowić, gdyż natychmiast giną pierwsi z nich. Krajobraz planety jest na poły egzotyczny, na poły magiczny i rozeznanie się w tym jest dla nich trudne. Pada hipoteza, że uczestniczą w eksperymencie Interplanu Zachód, ale co jest celem eksperymentu ani kiedy nastąpi jego koniec – nikt nie wie.

Stopniowo ujawnia się – gdy już początkowa czternastka zostanie porządnie przerzedzona – że to rodzaj wizji czy filmu, w którym zostali zamknięci. De facto wszyscy są astronautami ze statku „Persus 9”, który miał nieszczęście trafić na orbitę „martwej gwiazdy”, czyli prawdopodobnie czarnej dziury. Nie mogąc się wydostać z pułapki i straciwszy szanse na wezwanie pomocy – siadł nadajnik łączący ich z kosmosem – dogorywają jak skazani na dożywocie. Znikąd nadziei, znikąd ratunku; czas skracają sobie organizując gry polegające na budowaniu fikcyjnych rzeczywistości i przenoszeniu się do nich za pomocą „poliencefalicznych cylindrów” zakładanych na głowę, a więc jakiegoś rodzaju techniki VR.

Niczego tu nie zdradzam, gdyż książka od dawna jest na rynku, obecna edycja w ramach Dzieł Dicka to n-te wydanie i prawie wszyscy ją znają. Dziwi trochę, że nastawieni eskapistycznie astronauci preferują gromadne przenoszenie się w to samo miejsce, tak jakby nie mieli dość swego towarzystwa na statku, ale o upodobaniach tu nie dyskutujemy. I tak lepiej niż gdyby pili wódkę albo szukali ucieczki w narkotykach. Oto prawdziwa groza ich położenia: wypróbowali wszystkie środki i pozostało im tylko zabijanie czasu w oczekiwaniu na śmierć. Ucieczka w fikcyjne światy daje tak pożądane zapomnienie i moment psychicznego wytchnienia.

Autor biografii Dicka Lawrence Sutin uważa „Labirynt śmierci” za bliźniaczkę „Oka na niebie”, gdzie także dominują elementy religijne; kto nie odmówi modlitwy, ten np. nie zapali silnika, a sterowanie światem i ludźmi przez siły ponadnaturalne odbywa się bez żadnych osłonek. W „Oku” podobne projekcje generowali członkowie grupy, która nieszczęśliwie wpadła do bewatronu. Tu jednak knif polegał na tym, aby dociec, kto odpowiada za projekcję, po czym prostymi środkami typu walnięcie kamieniem w czachę wyłączyć delikwenta. Na nic to się zdaje; projekcję natychmiast podejmuje kto inny i trzeba by nieszczęśników po kolei wytracić, aby zyskać pewność, że wróciło się do rzeczywistości. 

Ale czy istnieje rzeczywistość, bezdyskusyjnie ostatni poziom realności, którego zerwać nie sposób? Dick nie byłby sobą, gdyby i tego nie kwestionował. W „Oku na niebie” bohatera znienacka gryzie w rękę szczypawka (a przedtem w jednej z projekcji pogryzły go osy), co nastraja przynajmniej podejrzliwie, że może to nie rzeczywistość, tylko kolejna projekcja. W „Labiryncie śmierci” wykreowana wizja wylewa się poza naznaczone jej granice i na statek zstępuje Orędownik, który spełnia prośbę jednego z bohaterów. Czy taka była moc tej wizji, czy też grający przypadkiem wstrzelili się w świat równoległy, tego już nie dojdziemy. Warto czytać te dwie powieści razem w celach porównawczych, a gdyby kto jeszcze wspomógł się „Ubikiem”, też należącym do tej triady i najdoskonalszym z niej pod względem artystycznym – byłoby to czytanie bogate i intelektualnie wyrafinowane, jakiego każdemu życzę.

Dodaj komentarz



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Solaris

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Solaris

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Solaris

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Solaris