Kowal

Zmarł niespodziewanie w nocy 2 stycznia nowego roku, gdy ledwo przebrzmiały wiwaty sylwestrowe. Ze szpitala, dokąd go zawieziono, do domu już nie wrócił. Był dla mnie bliskim kumplem: gdy w połowie lat 70. ubiegłego wieku zjawiłem się na stałe w Warszawie, w słynnym „Politechniczku” natknąłem się właśnie na niego. Obaj skończyliśmy politechnikę, ale nie chcieliśmy być inżynierami. Łączył nas status aspirantów dziennikarskich, podobny wiek, podobne poglądy na życie, świat i komunizm – zwłaszcza to ostatnie skojarzyło nas niemal automatycznie. Imponował mi oczytaniem, traktowaniem historii jako dziedziny kluczowej dla rozumienia zmian cywilizacji, orientacją w prądach i modach kulturowych. Przypadkiem poznałem jego matkę, którą bardzo kochał i która zgodnie ze słynną ironią losu wcześnie go odumarła. Nigdy nie mógł się z tym pogodzić. Gdy z nią rozmawiałem, czułem, że podlegam specjalnemu traktowaniu – wystarczyło, że byłem kolegą jej Mirka.


Dzień 660, środa 29 grudnia 2021

Wczoraj kopnąłem się na szczepienie trzecią dawką, tzw. przypominającą. Chciałem, żeby odbyło się to jak najbliżej – udało się zgłosić do punktu przy Centrum Krwiodawstwa przy Nobla. W środku jeno parę osób, przeważnie starszych (było przed dwunastą), atmosfera pogodna, wyszczep przebiegał spokojnie, nawet leniwie, co mogło trochę dziwić, gdyż codziennie mamy z covida po 700 trupów. Dziś padł nawet rekord, czyli 800, ale pełny spokój, nikt nie bije na alarm, tak jakbyśmy składali tych ludzi w ofierze smokowi i nic nie dało się zrobić. Władza kompletnie się tym stanem rzeczy nie przejmuje, jak mrą, to niech mrą, trochę odciąży się ZUS . Byłem kiedyś zwolennikiem PIS-u, ale to dawne czasy, bo kto widzi bezmiar indolencji tego rządu, w dziedzinach społecznych i gospodarczych, ten nie może go dalej popierać. Codziennie znika po 700 Polaków, a nie wszyscy przecież są zgrzybiałymi starcami. Na co się czeka? Zapewne na to, że samo przejdzie, ale przecież władza, która godzi się na taki systematyczny uszczerbek biologicznej substancji narodu, czyli jego wyniszczanie, nie może przecież być uważana za władzę polską. To jacyś nasłańcy pracujący dla obcych reżimów (dla Łukaszenki?), żeby nas jak najszybciej wykończyć.


Agnieszka Gajewska:  Wypędzony z Wysokiego Zamku

Dywagacyjny dygresjonista

Idealna biografia pisarza nie tylko przedstawia koleje jego życia, ale analizuje i ocenia jego twórczość. Agnieszka Gajewska pisząc w „Wypędzonym z Wysokiego Zamku” o Stanisławie Lemie nie poszła w tym kierunku: dzieła są wprawdzie wymienione, ale tylko zdawkowo. Jej biografia koncentruje się na kolejach życia autora „Edenu”, oferuje nowe fakty, zwłaszcza na temat młodości Lema, choć pewne kwestie nadal pozostawia otwarte. Należy do nich np. religijność Lema: jak i kiedy utracił wiarę w judaizm, czy przejawiał ją kiedykolwiek itp.


Dzień 643, niedziela 12 grudnia 2021

Jeśli idzie o covida, pojawiła się odmiana Omikron, podobno 500 razy bardziej zaraźliwa od Delty (ciekawe, jak to zmierzono), ale w przebiegu choroby łagodniejsza. Ufać tym wiadomościom jak najbardziej nie można, bo choć ten i ów na niego zapadł i przechorował, to wciąż nic o nim nie wiemy. Mechanizm wygląda tak: nową odmianę, szczep czy gatunek covida bierze się pod lupę i gdy to i tamto o nim wiadomo, pojawia się nowe wcielenie sukinsyna i dawaj apiać. Działamy w ciągłym niedoczasie. Wiadomo, że po Omikronie będą Pi, Ro, Sigma, Tau, Ypsylon i ile tam zostało liter w greckim alfabecie, my wszyscy musimy przez to przejść i tylko na każdym zakręcie będzie nas ubywało po 500 sztuk dziennie.


Wojciech Orliński:  Lem w PRL-u czyli nieco prawdy w zwiększonej objętości

Lem jako półfabrykat

Po listach Stanisława Lema do Michaela Kandela (tłumacz amerykański) i Sławomira Mrożka ukazał się wybór listów pisarza „Lem w PRL-u”. Autor wyboru Wojciech Orliński zauważył, że w epoce PRL-u mieści się główny zrąb twórczości Lema: „Przed 1951 [rokiem] był studentem okazjonalnie zajmującym się pisaniem, po 1990 był obecny w życiu społecznym jako pół-emeryt.” Istotnie, można tak przyjąć, chociaż debiut Lema, czyli „Człowiek z Marsa”, ukazał się drukiem w roku 1946, zaś po 1990 roku Lem żył jeszcze półtorej dekady, ale generalnie odżegnał się od beletrystyki, pisząc felietony, prognozy, udzielając wywiadów itp.