Dzień 966, wtorek 1 listopada 2022

Najnowsze wiadomości z frontu covidowego są takie, że u nas żadnego frontu nie ma. Przepisuję z kartki pozostawionej na biurku: 31 października na terenie Polski odnotowano 150 zakażeń, w tym 29 ponownych. Bez przypadków śmiertelnych. Dobę wcześniej było to 158 zakażeń (12 ponownych), również nikt nie umarł. Tydzień temu zarażone były 173 osoby, również obyło się bez umierania. A więc stan stabilny i niski, nie spełniły się prognozy o jesiennej fali covida. Za to słyszę, że w Niemczech covid omikron atakuje szerokim frontem i liczba zachorowań rośnie, co niepokoi w kontekście przyszłotygodniowej wycieczki Bereniki do Berlina. Postanowiliśmy tedy poddać ją szczepieniu, ale bardziej ze względu na paszport covidowy, którego mogą się od niej domagać, niż na realne zagrożenie.

Notka zawierała podsumowanie pandemii: pierwszy przypadek w Polsce odnotowano 4 marca 2020. Od tego czasu zachorzało 6 340 435 luda, z czego 147 722 ponownie, a zmarły 118 124 osoby. Czyli dość duże miasto. Nas, dziękować Bogu, na razie nieszczęście ominęło, ale sąsiad z Myślenic mimo zaszczepienia zachorował cztery razy. W kręgu najbliższej rodziny nikogo nie odprowadziliśmy z tego powodu na cmentarz.

Jak przy sprawach cmentarnych jesteśmy (dziś Wszystkich Świętych), to zmarł niespodziewanie Feliks W. Kres, czyli drugi po Sapkowskim w Polsce autor fantasy. Przez całe życie sporo palił, efektem była silna miażdżyca i rozwarstwienie aorty (o takiej jednostce chorobowej słyszę pierwszy raz). Widziałem go w czerwcu na konwencie Wojtka Sedeńki w Waplewie; kto mógł przypuszczać, że to ostatni raz. Był jeszcze na konwencie w Łodzi na początku września, ale nasze spotkania odbywały się w tym samym czasie i nie nastąpiliśmy na siebie. Miał 56 lat, długie życie przed sobą i długie pisanie, do którego postanowił wrócić. Atoli czynniki odgórne zadecydowały inaczej i obecnie dzieło Kresa zastało zamknięte. Złapałem jakąś jego książkę i zacząłem czytać gdzieś w środku; miał dar przykuwania uwagi czytelnika, obojętne o czym pisał. Niech spoczywa w pokoju.

W Warszawie siedzę już drugi tydzień, pojutrze wyjazd do Myślenic. Wywiozłem stamtąd za ostatnim razem regały, fotele, obrazy, paki z książkami, chyba się przy tym jakoś poobrywałem i nawet dwa tygodnie odpoczynku nie usunęły dolegliwości w jakichś ścięgnach z tyłu nóg, w prawym biodrze i rzecz jasna w kręgosłupie. Zostały mi jeszcze ostatki książek, trochę archiwów do pozbierania, trochę czasopism do spakowania na śmieci – tyle. Leżenie w pustym pokoju o ścianach upstrzonych czarnymi pajęczynami, gdzie dawniej była masa książek, powoduje dziwaczne odczucia. Cóż, jadę pustoszyć jeszcze bardziej. Mam do wyniesienia dwa regały wysokie na 2,30 m, które obiecałem bibliotece, ale chyba zostawię je na wiosnę, bo teraz nie czuję się na siłach przepchać je przez wąskie gardło na schodach, gdzie z trudem zmieściliśmy regały 2,04 m. Niech czekają. Może w międzyczasie nastąpi koniec świata.

Zabrałem się za te Myślenice na początku marca, pracując z początku bardzo intensywnie. Wyniosłem w rękach prawie 3 tys. książek plus parę setek odebrała biblioteka pedagogiczna samochodem plus trochę jeszcze rozdałem kumplom i znajomym. Ktoś przyjechał autem i zabrał całe roczniki Playboya po polsku i kilkanaście sztuk po angielsku, w sumie metrowy słup papieru. Dziwne, ale czułem po tym niewytłumaczalną ulgę, jakbym zepchnął z drogi ogromny głaz. Wszystko to przy akompaniamencie wojny, o której słuchałem przez radio, ale teraz radia już nie będzie, bo i ono wywiezione.

Co do wojny – Ukraińcy dobrze sobie w niej radzą, ale Rosję można bić w nieskończoność, zanim coś odczuje. Oby ciągnęła się jak najdłużej, bo w jej wyniku nastąpi długotrwała zapaść cywilizacyjna Rosji i spełni się przepowiednia George’a Friedmana z „Następnych 100 lat”, że Rosja zmarginalizuje się sama i wycieńczona gospodarczo będzie tylko wegetować na marginesie normalnego świata. Gdzieś przeczytałem o kradzieżach kamer w Szwecji, a te kamery były zamontowane w radarach do kontrolowania ruchu drogowego. Potem odnajdywano je w rosyjskich dronach zestrzelonych przez Ukraińców. Jeśli to prawda, to widać jak militaryzm ruski robi bokami, niczego tam już nie ma, nic nie funkcjonuje, państwo w rozsypce, ale samo jeszcze o tym nie wie.

W kraju zaś rwetes wokół węgla i cen węgla, i kto go ma sprzedawać. Z powodu nieodległych wyborów sprawa nabrała wagi państwowej. Węgiel z Kolumbii podobno nie chce się palić, bo to kamienie i błoto, opozycja natychmiast wytknęła rządowi niechlujstwo i chce rozliczać. Zaryzykuję sąd, że żadnej zimy nie będzie i potrzeby grzewcze ludności będą minimalne, a wiem to od ślimaków. Oto w Zenonowie, gdyśmy wnosili do domu z werandy stół i ławę, ujrzałem na słupkach ogradzających werandę przyczepione ślimaki. Pozrywałem je i wrzuciłem w trawę, żeby ich mróz nie zaskoczył na drewnie, a pod promieniami słońca mogły się jeszcze zaszyć w liściach. Ale nie były zamknięte w muszlach, z zacementowanymi wejściami, jak to robią ślimaki na zimę. Przez otworek widać było żywe ciało, któremu niespieszno ogłaszać alert z powodu mrozu. Stąd podejrzenie, że ślimaki wiedzą coś, czego nie wiemy my, i dobrze by się od nich uczyć.

W kraju zapadła decyzja o budowie dwóch elektrowni jądrowych, jednej przez Amerykanów, drugiej przez Koreańczyków. Nie ucieszyło mnie to, oględnie mówiąc. 50 lat temu po skończonej jądrówce mieliśmy pracować w EJ, nic z tego nie wyszło, więc wylądowałem w dziennikarstwie. Teraz Polska z kraju nieskażonego atomem zamienia się w kraj pokryty promieniotwórczymi szankrami gorąca, jak gdzieś napisałem, jeszcze będą tego konsekwencje. Wystarczy spojrzeć, co Rosjanie wyprawiają z elektrowniami na Ukrainie, żeby poczuć się nieswojo. Będziemy mieli więcej energii zamiast ją po prostu oszczędzać – nikt o tym jakoś nie wspomina. Będziemy zużywać coraz więcej i produkować coraz więcej, jak to jest na szerokim świecie, a potem dziwić się, skąd te 17 stopni Celsjusza w listopadzie. Czas byłby na jakieś nowe myślenie, ale nie ma go kto zainicjować – i tak brniemy konsekwentnie do zguby.

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *



Reklama

Senni zwyciezcy

Książka do kupienia w Stalker Books

planeta smierci cover

Książka do kupienia w Stalker Books

Człowiek idzie z dymem - Marek Oramus

Książka do kupienia w Stalker Books

COVER bogowie lema

Książka do kupienia w Stalker Books