Kres

Z Kresem widziałem się po raz ostatni na czerwcowym Festiwalu Fantastyki w Waplewie. Siedzieliśmy sami w pokoju gawędząc przy piwie o tym i owym, a głęboką nocą cała grupa przypadkowych spacerowiczów odprowadzała mnie do legowiska – mieszkaliśmy z Dominiką i Bereniką nie tam gdzie wszyscy, ale na uboczu, za szosą – bo podobno kierowałem się w stronę jeziora. Następnego dnia spytałem Kresa, kto mnie właściwie odprowadzał; chciałem wiedzieć, komu winien jestem dozgonną wdzięczność. Kres uruchomił zwoje mózgowe: – Marucha, kto ciebie nie odprowadzał!


Kowal

Zmarł niespodziewanie w nocy 2 stycznia nowego roku, gdy ledwo przebrzmiały wiwaty sylwestrowe. Ze szpitala, dokąd go zawieziono, do domu już nie wrócił. Był dla mnie bliskim kumplem: gdy w połowie lat 70. ubiegłego wieku zjawiłem się na stałe w Warszawie, w słynnym „Politechniczku” natknąłem się właśnie na niego. Obaj skończyliśmy politechnikę, ale nie chcieliśmy być inżynierami. Łączył nas status aspirantów dziennikarskich, podobny wiek, podobne poglądy na życie, świat i komunizm – zwłaszcza to ostatnie skojarzyło nas niemal automatycznie. Imponował mi oczytaniem, traktowaniem historii jako dziedziny kluczowej dla rozumienia zmian cywilizacji, orientacją w prądach i modach kulturowych. Przypadkiem poznałem jego matkę, którą bardzo kochał i która zgodnie ze słynną ironią losu wcześnie go odumarła. Nigdy nie mógł się z tym pogodzić. Gdy z nią rozmawiałem, czułem, że podlegam specjalnemu traktowaniu – wystarczyło, że byłem kolegą jej Mirka.


Antoni

Doszła do mnie wiadomość, że 14 października 2021 zmarł Antoni Smuszkiewicz, profesor polonistyki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Był znawcą literatury, który nie tylko nie wstydził się zajmowania fantastyką, ale uważał ją za fascynujący teren badawczy. Sławę przyniosła mu „Zaczarowana gra”, czyli kompendium historii polskiej fantastyki. To właśnie Antoni odkrył przed nami autorów i dzieła, poprzedzające nas na rodzimej arenie dziejów, opisał je, a także wycenił, oddzielając ziarna od plew. Trudno przecenić rolę, jaką spełnił przy budowaniu świadomości, czym jest gatunek SF, świadomości nie tylko czytelników i fanów, ale przede wszystkim twórców tej odmiany literackiej.


Elegia na śmierć radioteleskopu

W potoku wydarzeń byle jakich mogła umknąć wiadomość o zakończeniu służby przez radioteleskop w Arecibo  na Puerto Rico. Był to ten ikoniczny instrument obserwacyjny, którego wizerunek pojawiał się nieodmiennie przy okazji sensacyjnych wieści z kosmosu. Kilka razy wystąpił w filmach, m. in. w słynnym „Kontakcie” według powieści Sagana. Gigantyczna czasza, pokazywana zawsze od góry, nad nią rozpięte na linach pudło z aparaturą pomiarową, po bokach jakby dżungla. Ów największy (do pewnego czasu) radioteleskop na Ziemi o średnicy zwierciadła 305 metrów, usytuowany jest w leju krasowym. Dlatego nigdy nie widzieliśmy podtrzymujących go kratownic, a tylko osłony po bokach, przeciwdziałające zakłóceniom radiowym.


Tokarczuk i Wolszczan

Nobel literacki dla Olgi Tokarczuk oznacza wielką radość dla całej Polski, bez względu na to, co myślimy o samej nagrodzie w tej dziedzinie i okolicznościach jej przyznania w tym roku. Znajomy wydawca zadzwonił, żeby poubolewać: kudy tam Tokarczuk do Sienkiewicza, Reymonta czy choćby Żeromskiego z Gombrowiczem, którzy co prawda Nobla nie dostali, ale byli poważnymi kandydatami. To już nie mieli komu przyznać? – A żebyś wiedział – odrzekłem – nie mieli. Ostatni wielcy – Mrożek, Lem, Różewicz – powymierali i zapanowała plaża. Można by pomyśleć o Erneście Bryllu, ale kto o nim wie w jego niszy.


Heroizm górny i dolny

Przez trzy dni poprzedzające 50 rocznicę lądowania na Księżycu na pomniku Waszyngtona w mieście o tej samej nazwie wyświetlano projekcję Saturna V, rakiety nośnej programu Apollo. Wysokość projekcji przekraczała 100 metrów, a więc prawie tyle, ile mierzył rzeczywisty Saturn V, najpotężniejsza rakieta stworzona przez człowieka.